http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/pbg-zczuba.gif

Gazeta.pl > zczuba >  Mundial 2010

Poligon: W oczekiwaniu na dalszy ciąg programu - odrobina myślenia pozytywnego

Mecz Wisła - Bytovia

Fot. Dominik Werner / Agencja Ga

Polski Związek Podejmowania Naprawdędziwnychdecyzji przygotowuje się podjęcia kolejnej, trenerzy drżą o posady, sędziowie gwiżdżą, piłkarzy dopada wirus grypy kolanowej w ascendencie więzadeł krzyżowych, a frekwencja na stadionach przypomina topową modelkę: małe toto, chude przeraźliwie, oczy wychodzą z orbit i nie wiadomo czy dotrwa do końca pokazu, czy może jednak zemdleje w połowie. W dodatku jest zimno, pada i do autobusów wchodzi coraz więcej ludzi z liśćmi na głowie.

Pesymizm? Aaaależ. Wręcz przeciwnie. Wtorkowy mecz Wisły Kraków z drużyną Drutex Bytovii II Bytów wniósł w szare życie kibica ożywczy powiew, a do piłkarskiego tunelu - światełko, w stronę którego iść można, a nawet trzeba.

Część Szanownej Wycieczki mogła śledzić wczorajsze spotkanie na ekranie telewizora, inni skazani byli na literkową relację zczubową, a część... O, właśnie! może wśród Szanownej Wycieczki znalazł się jakiś gieroj, który nie zważając na odległości, warunki atmosferyczne i minę szefa, gdy usłyszał ''urlop na żądanie'', wybrał się do Bytowa i dzielnie tam przemakał, tudzież przemarzał? Halo, jest tu ktoś? Halo...

O pucharowych meczach drużyn mocnoniższoligowych z ekstraklasowymi gigantami rozmawialiśmy na poligonie nie jeden raz i pewnie jeszcze będziemy, bo co roku zdarza się klub, który nie przyjmuje do wiadomości, że rywal jest silniejszy i bezlitośnie eliminuje faworytów. W tym sezonie sensacją okazała się Bytovia II Bytów, ale to przecież jeszcze nie koniec emocji - do ćwierćfinału awansowało Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów stanął oko w oko ze Startem Otwock i wygrał ledwo, ledwo 1:0. A za rok... za dwa...

Zanim jednak za rok i za dwa, a nawet zanim dowiemy się, kto będzie prowadził reprezentację narodową przez najbliższe pół roku, a może nawet przez rok - Szanowna Wycieczka pozwoli, że skrobnę parę refleksji pomeczowych, dokonam paru porównań, a może nawet jakieś uogólnienie się trafi. Wtorkowy mecz Bytovii z Wisłą zasługuje albowiem na to, by, pamiętać go nieco dłużej.

Wisła jechała do Bytowa w roli faworyta i nawet najwięksi pesymiści byli przekonani, że wróci stamtąd zwycięsko. Choćby dlatego, że limit wtop w tym sezonie został wyczerpany i reakcja prezesa Cupiała po ewentualnej porażce z III-ligowcem mogłaby oscylować między Azją Tuhaj-bejowiczem w Raszkowie, a Ryszardem Lwie Serce w Akce. Ale wynik wynikiem, a styl też się liczy. Wystarczyłoby, żeby Bytovia się przestraszyła, a Wisła zagrała jak zblazowany faworyt, który cierpi, bo musi się pospolitować z piłkarskim proletariatem i mecz zamieniłby się w spektakl na poziomie niedawnego meczu Odry Wodzisław z Cracovią - przeraźliwie nędzny, nudny i jak mawiał pewien zdziczały Amor: ''w nieudolnie''.

Nie wiem, jak Szanownej Wycieczce, ale mnie mecz Bytovii z Wisłą się podobał. Z zachowaniem proporcji oczywiście, bo wiadomo, że nie można się było spodziewać poziomu ze spotkania Liverpool - Manchester United. Grała drużyna o wiele lepsza z drużyną ambitną, grali reprezentacji kraju z reprezentantami małego miasteczka, a jednak na boisku działo się sporo i oglądało się to naprawdę przyjemnie.

Wisła, zwłaszcza po zdobyciu drugiej bramki, wiele akcji wyraźnie grała nie tyle dla siebie, co dla publiczności, przedkładając efektowność nad efektywność. Z drugiej strony, nie było to popisywanie się ''z wysoka'', wyraz lekceważenia przeciwnika itd. - kiedy trzeba było wiślacy potrafili przycisnąć, zagrać ostrzej (nawet kosztem kartki) czy ostro kłócić się z arbitrem, że ''Eno, ręka była!''. Bytovia z kolei nie zgrała w ''Bij mistrza, albo przynajmniej złam mu nogę, będziesz miał co szwagrowi opowiadać'', gra gospodarzy była zdecydowana, ale nie brutalna, ambitna, ale bez przesady - wszyscy mieli świadomość, czym może się skończyć walka do ''krwi ostatniej kropli z żył''.

Jedni zagrali z ambicją, drudzy z sympatią, a obie drużyny z wzajemnym szacunkiem, widzowie mogli obejrzeć kilkanaście bardzo efektownych akcji, zobaczyć rewelacyjne strzały z dystansu w wykonaniu gospodarzy (uderzenie Maciejewskiego z rzutu wolnego było najwyższej jakości ekstraklasowej, a i Ciersonowi większość ligowców mogłaby pozazdrościć), bramkarze obu drużyn mogli udowodnić, że nie biorą pieniędzy ''na piękne oczy i ubłocone dresy'', a Tomas Jirsak i Mauro Cantoro wreszcie mieli okazję do zagrań, na które w walce o punkty nie ma czasu ani miejsca.

To był naprawdę przyjemny i niezły mecz, a jeśli ktoś teraz zaczął śmiać się drwiąco, to przypomnę tylko tego sezonowe występy Polonii Warszawa, Odry Wodzisław czy Cracovii, a jeśli to nie wystarczy, to jestem gotów opowiedzieć o paru meczach ze szczegółami. Ktoś zaryzykuje? Tak myślałem.

Od strony organizacyjnej spotkanie Bytovii z Wisłą wypadło naprawdę imponująco i aż szkoda, że mecz rozgrywany był o tak pokopanej porze, bo może do Bytowa dotarliby także kibice z innych miast, których szefowie nie byli tak łaskawi jak dyrektor Druteksu. Sprowadzone i zamontowane trybuny pozwoliły ponad pięciu tysiącom widzów oglądać mecz we w miarę komfortowych warunkach. W miarę, bo pogoda okazała się być straszną świnią i zamiast złotej polskiej jesieni zafundowała wszystkim mglisto-mokre ohydztwo, więc czasem zawiało mocno, czasem za kołnierz się nalało, a ilość zwolnień lekarskich skoczyła dziś pewnie w Bytowie o rząd wielkości i wielkość rządu w wielu rzędach.

Bywalcy stadionów ekstraklasowych pewnie z poczuciem lekkiej (żeby tylko lekkiej...) wyższości spoglądali na bytowian, których do głośnego dopingu musiał namawiać spiker, a którzy wyżywali się w przeraźliwym trąbieniu i ciskaniu na murawę kilometrów serpentyn. ''Phi! Ani toto nie śpiewa, ani porządnej sektorówki nie zrobiło'' - pomyślał niejeden wyższoligowy kibic - ''Trąbią tylko i trąbią, dobrze chociaż, że jakieś race mieli...'' Nie wiem, jak Szanowna Wycieczka, ale ja odczułem niesamowitą ulgę, kiedy okazało się, że są jeszcze w Polsce kibice, którzy potrafią oglądać mecz bez komunikowania, co trzeba zrobić PZPN-owi oraz całej rodzinie sędziego oraz bez poleceń, komu należy strzelić ''gola, gola, gola''. Już im nawet daruję to straszliwe buczenie, a nawet zadymienie całego boiska przy pomocy... nie wiem, czy chcę wiedzieć, przy pomocy czego... dziewięćdziesiąt minut bez bluzgów, 90 minut dopingu pozytywnego - proszę mnie nie budzić, a chwila niech trwa, bo jest piękna.

I dodatkowy smaczek: mecz Bytovia II Bytów - Wisła Kraków obejrzało ponad 5000 osób. To czwarte miejsce w każdej z ostatnich 5 kolejek Ekstraklasy. To więcej niż na meczach Legia Warszawa - Korona Kielce, Wisła Kraków - Piast Gliwice i GKS Bełchatów - Polonia Warszawa - uwaga, uwaga - razem wziętych. To kto tu na kogo powinien patrzeć z wyższością - że tak złośliwie zapytam?

Kibice atakują związek, związek kibiców, działacz działaczowi działaczem, a arbiter piłkarzowi kartką, piłkarska kadra czeka... najpierw na trenera, potem na powołania, a może nawet na niekompromitowanie się powołanych, kibiców zaś czeka ekstraklasowa młoc... rzeczywistość 12. kolejki Ekstraklasy. Pośród tego wszystkiego mecz Bytovii II Bytów z Wisłą Kraków wydaje się być wiosennym wiaterkiem, śpiewem skowronka i kwieciem pachnącym na ugorze polskiej piłki, a brzuszek Macieja Iwańskiego zyskał całkiem niezłe alibi, bo niektórzy bytowianie też byli zaokrągleni, co jednak wcale nie rzutowało.

To co, komu kibicujemy teraz? Zagłębiu Sosnowiec?

PS. Ciekawe, czy trener Skorża zapisał sobie w kajeciku nazwisko bramkarza Bytovii Mateusza Oszmańca? Dwudziestojednoletni zawodnik grał naprawdę nieźle, miał parę niezłych interwencji, jego błędy w porównaniu do Pawełkowych to strze... szcze... scze... to drobnostka, a w kontekście wieloletnich i wielokrajowych poszukiwań Wisły może warto przypomnieć słowa mistrza Makuszyńskiego o szukaniu po szerokim świecie ''tego, co jest bardzo blisko''.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: