Czego nie boją się Królewscy przed dwumeczem z Cypryjczykami?

Przemysław Nosal
27.03.2012 15:44
A A A
Przed dzisiejszą konfrontacją z APOEL piłkarze Realu Madryt mogą martwić się o stan boiska, załamanie pogody i atak wkurzonych pracowników poczty. Na pewno jednak nie muszą obawiać się duchów przeszłości. Te są po ich stronie. Zdecydowanie po ich stronie.

Jak na razie Królewscy dwukrotnie spotykali się z cypryjskimi ekipami w europejskich pucharach. Efekt tych spotkań jest jeszcze bardziej miażdżący niż muskuły Krzysztofa Ibisza. Bilans czterech meczów (dwóch dwumeczów) prezentuje się następująco: 26-1!

Na obronę Cypryjczyków świadczy tylko to, że mierzyli się oni z Realem w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Królewscy byli wówczas prawdziwą potęgą, a przybysze z Wyspy Afrodyty byli przy nich dziećmi stróża znajomego, który raz widział kiedyś na żywo brata ubogiego krewnego hiszpańskich zawodników. Taka to była przepaść, a może nawet jeszcze większa.

Tak czy owak. W pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów sezonu 1968/1969 Real trafił na AEL Limassol. Cypryjczykom na sam dźwięk słowa "Real" zmiękły nogi. Skutki tej postawy można było obejrzeć na boisku. Hiszpanie wygrali oba mecze po 6:0.

Real Madryt - AEL Limassol 6:0. Bramki: Jose Martinez "Pirri" 3, Amancio Amaro, Miguel Angel Perez, Manuel Bueno.

Real - AEL Limassol 6:0. Bramki: Manuel Velazquez 2, Jose Luis Lopez, Jose Luis Veloso, Gerardo Ortega, Fernando Zunzunegui.

Jak widać, szczególnie w pierwszym meczu szalał słynny Pirri:

Co ciekawe oba spotkania rozegrane zostały na boisku w Madrycie, bo stadion AEL nie spełniał wymogów UEFA.

Na możliwość rewanżu Cypryjczycy czekali tylko rok. Sezon 1969/1970, znowu Puchar Mistrzów, znowu pierwsza runda, znowu oba mecze w Madrycie. Nowy był tylko reprezentant Wyspy Afrodyty, ponieważ tym razem do boju został puszczony Olympiakos Nikozja. Skutki tej podmiany okazały się jednak jeszcze bardziej opłakane niż rok wcześniej.

Na drugie spotkanie obu ekip kibice przynieśli transparent z wydrukowanym mniej więcej takim zdjęciem:

28.05.2004 DZIECKO - TOSTY PSZENNE STYL. MAGDALENA DUKLAS  FOT. KRZYSZTOF DUKLAS / AGENCJA GAZETA

Towarzyszył mu tytuł: "Cypryjczycy miękcy jak chleb". Skąd ten pomysł? W pierwszym meczu Królewscy triumfowali 8:0. W drugim było natomiast tylko trochę lepiej, bo 6:1.

Real Madryt - Olympiakos Nikozja 8:0. Bramki: Amancio Amaro, Francisco Gento, Ramon Grosso, Sebastian Fleitas 2, Ramon Grosso, Jose Antonio Grande, Jose Martinez "Pirri".

Real Madryt - Olympiakos Nikozja 6:1. Bramki: Rafael de Diego 2, Juan Bautista Planelles, Jose Antonio Grande, Lakis Avranides (sam.), Sebastian Fleitas - Georgios Kettenis.

Relatywnie niski wynik w rewanżu należy tłumaczyć tym, że w bój puszczono rezerwy. Mimo to, na Półwyspie Iberyjskim i tak nie dowierzano, że przybyszom udało się sforsować hiszpański mur. Po rewanżowym meczu, jedna z gazet, nie bacząc na rozmiary zwycięstwa Królewskich, tak zatytułowała swoją relację: "Olympiakos strzelił gola w Madrycie!".

Nie sądzę, żebyśmy dziś mieli do czynienia z podobnym laniem. Chyba, że skumulowana chęć pomszczenia przodków eksploduje właśnie dziś.

Przemysław Nosal

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX