Drugi deser. Chelsea Londyn - FC Barcelona w kawałkach

Przemysław Nosal
18.04.2012 10:56
A A A
Rafael Marquez (z prawej) podczas meczu z Chelsea

Rafael Marquez (z prawej) podczas meczu z Chelsea (Fot. ALBERT GEA REUTERS)

Jedną z najbardziej dziś przydatnych umiejętności będzie zdolność do przyswojenia drugiego deseru. Po wczorajszym meczu Bayernu i Realu, za kilka godzin kolejna nas kolejna wielka micha emocji. Londyńskie Chelsea próbuje sprawić, że będzie miała lepszy sezon niż Barcelona. Micha z podtekstami.

1. Oni już chyba kiedyś grali ze sobą...

Niemal pół wieku minęło już od momentu, gdy obie ekipy po raz pierwszy przywitały się w ramach międzynarodowej rywalizacji. W 1966 roku zmierzyły się one w niezwykłym trójmeczu (tak, tak) półfinałowym Pucharu Miast Targowych. W pierwszym spotkaniu rozgrywanym w Katalonii wygrała Barcelona 2:0. W rewanżu górą była Chelsea - również w stosunku 2:0. Trzeba więc było rozegrać dodatkowy mecz. Na neutralnym terenie w... Saragossie (!!!) triumfowała już Barca 5:0.

Chelsea's Didier Drogba embraces Barcelona goalkeeper Victor Valdes Arribas, left, after they collided during the UEFA Champions League in Barcelona, Spain Wednesday Feb. 23, 2005. Drogba recieved a second card for a the clash with Arribas and was sent off for the incident. Barcelona won the match 2-1. Barcelona's Samuel Eto'o it at right. (AP Photo/PA, Sean Dempsey) ** UNITED KINGDOM OUT NO SALES **

Od tego czasu oba zespołu spotykały się jeszcze dziesięciokrotnie. W sumie daje to więc 13 meczów, w których pięciokrotnie triumfowała FCB, czterokrotnie Chelsea i padły cztery remisy. Co ciekawe, te cztery remisy ornitolodzy odnotowali w ostatnich pięciu spotkaniach.

Do konfrontacji, którą powinni pamiętać nawet najmłodsi kibice, doszło trzy lata temu, również w półfinale LM, tyle, że w edycji 2008/2009. 0:0 i 1:1, gol Iniesty w doliczonym czasie gry, awans Barcelony. Kojarzymy, prawda?

Ale ja nie o tym. Dwa dwumecze zapadły mi w pamięć szczególnie, bo faktycznie były kwintesencją tego, o co w futbolu chodzi.

Ćwierćfinał Ligi Mistrzów 1999/2000. W pierwszym zwarciu londyńczycy wygrywają 3:1 po golach Zoli (2) i Flo. Dla Dumy Katalonii trafia Figo. W rewanżu do 83. minuty jest 2:1 dla FCB (Rivaldo, Figo - Flo). Wtedy bramkę strzela Dani Garcia i trzeba zrobić dogrywkę. W niej natomiast Barca się spina, trafiają Rivaldo oraz Kluivert. Impreza kończy się wynikiem 5:1.

Sześć lat później, czyli w sezonie 2004/2005, drużyny mierzą się już w 1/8 finału LM. W pierwszym spotkaniu Barcelona wygrywa 2:1 (Maxi Lopez, Eto - Beletti sam.). W rewanżu The Blues prowadzą 3:0 już w 19. minucie! Potem jednak Ronaldinho strzela na 3:1. Robi się nerwowo. Jeszcze przed przerwą jest już jednak 3:2. Brazylijczyk wykonuje coś, co w kinetyce określa się mianem pika pokrętnego. W stolicy Anglii robi się gorąco jak w piekle. Barca ciśnie. Chelsea ciśnie. Wszyscy cisną. W 75. minucie Terry podwyższa jednak na 4:2. Stamford Bridge szaleje. Katalończycy próbują jeszcze odrabiać straty ale, mimo rozpaczliwego bicia głową w ścianę, nie dają rady już odrobić wyniku.

Piękny dwumecz. Oby w tym roku było jeszcze ciekawiej.

2. Jak tam panie forma ostatnio?

Chelsea: Zaskakująco dobrze.

Pozycja Chelsea w ligowej tabeli nie zadowala nikogo przy Stamford Bridge. Szósta lokata, niedobra, bardzo niedobra lokata. Na tym jednak tle ostatnie cztery ligowe mecze nie wypadają najgorzej. The Blues zremisowali z Tottenhamem i Fulham (0:0 i 1:1) i wygrali z Aston Villa i Wigan (4:2 i 2:1). Paradoksalnie to dołowanie w Premier League powinno zmobilizować londyńczyków. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, to wygranie Ligi Mistrzów może być najłatwiejszym sposobem zagrania w niej w przyszłym sezonie.

FC Barcelona: Po staremu.

Choć Katalończykom w tym sezonie zdarzały się wpadki, to... miały one miejsce już dawno temu. Ostatnie zwycięstwo z Levante było - poluźnijcie kołnierzyki! - jedenastą kolejną ligową wiktorią FCB. W efekcie do prowadzących Królewskich brakuje jej już tylko czterech oczek. A już w weekend Gran Derbi...

3. Czy ja tu już kiedyś nie byłem?

Oriol Romeu jak każde katalońskie dziecko chciał zostać gwiazdą FC Barcelona. W jej juniorskich drużynach terminował aż do końca sezonu 2010/2011. W ciągu tych wszystkich lat udało mu się nawet rozegrać jeden mecz w Primera Division (osiem minut w meczu 37. kolejki sezonu 2010/2011w spotkaniu z Deportivo La Coruna) i jeden w Superpucharze 2010 (cały mecz w spotkaniu z Sevillą). Był zdolnym i sympatycznym młodym człowiekiem o solidnych brwiach.

Sezon 2011/2012 zaczął już jednak jako zawodnik Chelsea Londyn. Na Wyspy ściągnął go nieobecny już na nich Villas-Boas. Na początku Oriol pojawiał się na boisku nieśmiało, ale potem jego występy były już coraz bardziej ogarnięty. Od listopada OR jest już natomiast jednym z najlepszych zawodników The Blues. Niestety niedawno nabawił się kontuzji, przez co jego występ przeciw FCB stoi pod znakiem zapytania.

4. Kto zarządzi?

Chelsea: Ci z kibiców, którzy mają zakodowaną ligę angielską powinni wreszcie zobaczyć, co potrafi malutki hobbit Juan Mata.

FC Barcelona: Powiedziałbym, że ktokolwiek, ale rozwiązaniem zagadki i tak będzie Messi. Ostatnio dwie strzelił.

5. Ale numer. Ha. Haha. Ha.

Chelsea: Piłkarze The Blues uwielbiają występować w telewizji.

FC Barcelona: Pique wie, że najlepszą obroną jest atak.

Przemysław Nosal

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (4)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX