Dlaczego nie warto kibicować Barcy i Realowi

Andrzej Bazylczuk
20.04.2012 12:28
A A A
Real-Barcelona

Real-Barcelona (Real-Barcelona)

Przed nami kolejne Gran Derbi. Puby nad Wisłą znów zapełnią się ludźmi w koszulkach Realu i Barcelony, patrzących na siebie, jakby próbowali powytruwać się nawzajem zupkami chińskimi. Uczynienie któregoś z hiszpańskich gigantów swoją ulubioną drużyną na pewno jest kuszące, ale ma swoje minusy.

To za łatwe. Barcelona i Real to dwie wielkie drużyny z bogatymi tradycjami i być może najmocniejsze dziś zespoły świata. A co to za wyzwanie kibicować komuś, kto ma największe budżety, najlepszych piłkarzy, a na dodatek ciągle wygrywa? Życie kibica nie jest usłane różami i nie powinno iść się na łatwiznę. Zwłaszcza w kontekście tego, że własną ligę i reprezentację mamy takie, jakie mamy, dużo bezpieczniej z zachodnich zespołów wybierać sobie takie, które pozwolą przyzwyczaić się do rozczarowań i niepowodzeń.

Liga jest nudna. Primera Division to oczywiście jedna z najlepszych i najefektowniejszych lig świata, ale od paru lat dla kibiców Barcelony i Realu stała się nudna. Dwóch gigantów tak odskoczyło reszcie zespołów, że obecnie liczy się dla nich tylko Gran Derbi, a reszta rywali rozpatrywana jest w kategorii dostarczycieli punktów. Nawet pojedynki z tak przecież uznanymi drużynami jak Sevilla albo Valencia czy lokalni rywale Blaugrany i Królewskich nie budzą nawet w przybliżeniu takich emocji, jak mecze między którymikolwiek z czołowych zespołów w Anglii, Włoszech albo Niemczech. Także z perspektywy kibica pozostałych drużyn La Liga sezon jest ciekawszy, gdyż żyją oni wieloma pojedynkami i nie dzielą wszystkich wyników (prócz dwóch) na planowe zwycięstwa i sensacyjne straty punktów.

Hit spowszedniał. Jak się już rzekło, dla fanów hiszpańskich hegemonów na krajowym podwórku jest tylko jeden godny uwagi rywal, z którym spotkania są prawdziwym wydarzeniem. Niegdyś El Clasico elektryzowało wszystkich fanów piłki nożnej, a teraz... no teraz też elektryzuje, ale nieco jakby i trochę poniekąd. Wszystko przez to, że jeśli ktoś Wielkie Derby Europy traktowałby, jak Boże Narodzenie, to nie opłacałoby mu się w ogóle rozbierać choinki. W zeszłym sezonie mieliśmy pięć Gran Derbi, a w tym sobotnie spotkanie będzie już szóste. Jeżeli Hiszpanie odrobią straty z pierwszych meczów półfinałów Ligi Mistrzów, to doczekamy się i siódmego. Gdyby ktoś próbował doliczyć do tylu trzymając Święty Granat Ręczny, to nie trzymałby już nigdy niczego więcej. Pamiętam, jak kiedyś znajomi nabijali się ze mnie, że oglądam ligę Szkocją, bo nie dość, że liczą się w niej tylko dwa zespoły, to jeszcze grywają ze sobą po cztery razy w sezonie, co znacznie obniża prestiż Old Firm Derby. Teraz mniej więcej to samo można zarzucić Hiszpanii.

Wszyscy im kibicują. Niby człowiek dąży do oryginalności, ale w przypadku kibiców to jakoś nie działa i armie gloryhunterów rzucają się na każdy klub, który odnosi sukcesy. Najlepszym tego przykładem są wyrosłe jak grzyby po deszczu dolarów Romana Abramowicza zastępy kibiców Chelsea, ale z Barcą i Realem jest podobnie. Nie twierdzę, że powinni ich unikać i wygłaszać jakieś hipsterskie dyrdymały typu ''kibicowałem Barcelonie przed Hansem Gamperem'' czy ''lubiłem Real jak jeszcze był Géantem''. Tym bardziej nie twierdzę, że jeśli ktoś jest fanem któregoś z tych klubów od lat (co ciekawe, każdy tak twierdzi), to teraz powinien ostentacyjnie przerzucić się na Polideportivo Ejido. Po prostu dziwią mnie te wspomniane armie nastoletnich fanów obu hiszpańskich drużyn, które dla swojego klubu gotowe są do najdrastyczniejszych kroków i najwyższych poświęceń. Czyli na przykład dosyć gniewnego spojrzenia i nieprzygotowania się do klasówki z biologii.

Forumowi napinacze. Gdyby dziś kształtowały się moje kibicowskie preferencje, to od Barcelony i Realu skutecznie odrzuciłoby mnie to, co w sieci wyprawiają ich polscy kibice. Zresztą nie tylko tam, ale na forach i w komentarzach jest to szczególnie widoczne. Wśród młodych fanów obu ekip istnieje jakieś dziwne przekonanie, że Real i Barcelona to jedyne drużyny świata i jeżeli ktoś nie kibicuje jednej, to na pewno całym sercem, trzustką i śledzioną, jest za drugą. Powoduje to, że każdy, kto wyrazi się niepochlebnie o Barcelonie, zaraz przez zastępy ''wyznawców'' przeciwnika nazywany jest ''fanboyem Realu'', a ten, kto skrytykuje Madrytczyków, koniecznie musi być ''kochasiem farsy''. Cóż, to nie są łatwe czasy dla polskich fanów Levante.

Inni potrzebują wsparcia. Skoro wszyscy w Polsce są za Barcą lub Realem, to innym drużynom musi być smutno, że nikt nawet nie zauważa ich istnienia, a przecież one także potrzebują fanów znad Wisły. Na pewno byłoby im miło, gdyby dowiedzieli się, że ktoś pytał w pubie nie o to czy pokażą w tej kolejce mecz Barcy/Realu (bo wiadomo, że i tak pokażą), tylko na przykład starcie Malagi z Betisem. Swoją drogą, po takim pytaniu mina barmana musiałaby być bezcenna.

Oszczędności. Barcelona i Real mają ligę, Puchar Króla i regularnie występują w europejskich pucharach, gdzie zazwyczaj daleko zachodzą. Kibicowaniem im wiąże się więc z oglądaniem sporej liczby spotkań, z których wiele dostępnych jest tylko na kodowanych programach. Trzeba więc wykupić do nich dostęp albo ruszyć do pubu, gdzie zawsze zostawia się nadprogramowe złotówki. Z ekonomicznego punktu widzenia Barcelona i Real nie są więc najlepszym wyborem.

Andrzej Bazylczuk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

  • 4
Komentarze (17)
Zaloguj się
  • Gość: jendker83

    Oceniono 21 razy 11

    Najfajniej jest w Polsce być kibicem niemieckiego klubu (wyłączyć należy z tego zakresu BVB, której ostatnio kibicuje sporo Polaków ze względu na nasze trio) - zawsze jesteś w mniejszości, przez wiele lat każdy nazywał cię "szwabem", mówią ci, że nie znasz się na piłce, bo jak można oglądać taką nudną i kompletnie pozbawioną finezji ligę, itp. itd... (same takie ciekawe i wartościowe argumenty).
    Pozdrawiam z tego miejsca wszystkich kibiców Bayernu w Polsce!

  • Gość: stef

    Oceniono 13 razy 9

    Po kibicach, którzy faktycznie kibicują tym 2 klubom od dawna zazwyczaj łatwo to poznać. Po pierwsze nie ulegają tak łatwo temu nastrojowi wojenkowemu, który tak usilnie stara się wprowadzać na każdym kroku pewien portugalski trener. Po drugie, siłą rzeczy mają też troche więcej lat niż obecne pokolenie nastoletnich wojowników, więc Niezwykle Błyskotliwy Żart Słowny typu "farsa" nie stanowi dla nich szczytu elokwencji (nie wspominając o niegdysiejszym "sreal").

  • szczypiorek91

    Oceniono 3 razy 3

    cynicznieopilce.blogspot.com/2012/04/czy-warto-ogladac-el-clasico.html

  • toi.toi

    Oceniono 12 razy 2

    mecz realu z barca, to moga byc co najwyzej derby hiszpanii czy plw iberyjskiego. Derbami Europy nazywane są mecze Bayernu z Realem, nie wiem kto i kiedy zaczal to przekecac, ale sami podbijacie range tego meczu nazywajac go w ten sposob.

    Pewnie bedzie ciezko trafic z tym do kogos, w koncu tak jak mowi jendker nizej - ciezko jest byc kibicem gwiazdy poludnia w tym kraju... ale jaka satysfakcja jak cos wygraja :D

  • tajemnicapanstwowa

    Oceniono 1 raz 1

    podejrzewam, ze jakby tylko canal+ transmitowalo malage z betisem to w wielu barach by poleciala, gdyby nie bylo nic ciekawszego. problem w tym, ze canal+ ma 3-4 mecze z la liga w tygodniu i po odjeciu potyczek barcy i realu zostaje tylko 1 albo 2 spotkania - atletico, atletic, valencia, sevilla albo villareal w zaleznosci kto gra ciekawszy mecz. reszty jakos nie chca zbytnio na c+ pokazywac.
    tak samo jest z innymi ligami zagranicznymi w c+ - angielska to tez gora 4 spotkania, wloska to ok. 2-3 spotkan. francuska ostatnio to raptem 1 spotkanie.

  • Gość: stefan

    0

    Skoro wszyscy w Polsce są za Barcą lub Realem, to innym drużynom musi być smutno - zmieniacie się w ciacha...

  • 7eki

    Oceniono 9 razy -1

    1. Każdy ma prawo kibicować komu chce. 2. Real Madryt i Barcelona to najwyższa klasa w piłce nożnej. 3. Obydwie drużyny mają za sobą wielką historię, która sprawia, że spotkania te toczą się o coś więcej niż pieniądze. Historię tą można interpretować na różne sposoby, w zależności od tego jak bardzo w całą sprawę się zagłębimy. (pl.wikipedia.org/wiki/El_Cl%C3%A1sico) Innym klubom nie kibicuję od kiedy klub z mojego rodzinnego miasta, pomimo wielkich sukcesów w ligach europejskich musiał zostać zlikwidowany ze względów finansowych. 3. Kibice Barcelony i Realu Madryt dzielą się ogólnie rzecz ujmując na dwie charakterystyczne grupy. Całą zależność potęguje w dodatku fakt, że trenerem RM mógł zostać ktoś taki jak Mourinho aka samozwańczy The Special One. Porównajcie sobie jego charakter z charakterem Guardioli i zrozumiecie jakie dwie charakterystyczne grupy kibiców mam na myśli. 4. Fakt, że RM i Barcelona wyróżniają się w tabeli Primera Division sprawia, ze w przypadku gdy jakikolwiek inny klub wygra lub zremisuje z którąś z tych drużyn utrudniając w ten sposób walkę o mistrzostwo staje się to automatycznie wielkim i ciekawym wydarzeniem.

  • Gość: w

    Oceniono 10 razy -2

    A Autor jest fanbojem Realu (powinno być Srealu), czy kochasiem farsy? Tak pytam z ciekawosci.

  • Gość: Ahmm

    Oceniono 31 razy -9

    Po raz 3262346 pytam, na jakiej podstawie uważa się Real za najmocniejszy, obok Barcelony, klub świata? Co oni wygrali? Ile odnieśli zwycięstw w pojedynkach z gigantami europejskiego futbolu? Ja sobie tylko przypominam zwycięstwo z nie najmocniejszym wtedy akurat Milanem w fazie grupowej jeszcze.

    Póki co nie dali rady Bayernowi i regularnie dostają baty od od Barcelony. Co jest wyznacznikiem ich wielkości? Wysoka wygrana z Apoelem? Z całym szacunkiem do tej drużyny.

    I żeby nie było, nie uważam wcale że ten Real jest słaby. Po prostu nie ma żadnych podstaw, żeby ich stawiać koło Barcelony. Nie jestem kibicem Barcelony, nie lubię jej nawet.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX