Sami swoi. Finał Ligi Europy w kawałkach

Przemysław Nosal
09.05.2012 14:09
A A A
Puchar Ligi Europy

Puchar Ligi Europy (Fot. MARTIAL TREZZINI KEY)

Wielu kibiców twierdzi, że Liga Europy to brzydsza siostra Ligi Mistrzów. Czasem jednak i ona ma swój wieczór. I nie musi to być wieczór stracony, bo ta siostra też potrafi pięknie grać.

Dobry trailer wart tysiąc słów

Wielkie finały

Atletico Madryt: po raz szósty

Choć z pewnością zawodnicy Atletico mają lekką tremę przed dzisiejszym spotkaniem, to z pewnością nie jest to trema debiutanta. To bowiem już ich szósty występ w finale europejskich rozgrywek. Ten najważniejszy, jedyny finał Pucharu Europy, Los Colchoneros przegrali. W sezonie 1973/1974 nie dali oni rady Bayernowi Monachium, choć byli już bardzo blisko sukcesu. W pierwszym spotkaniu po 90 minutach był bezbramkowy remis. W 114. minucie gola dla Atletico strzelił... Luis Aragones (tak, to ten starszy pan z EURO 2008). Na minutę przed końcem wyrównał jednak Hans-Georg Schwarzenbeck i trzeba było powtórzyć mecz. W drugim starciu monachijczycy jednak pokazali co znaczy niemiecka precyzja. Dwie bramki Gerda Mullera, dwie Uliego Hoennessa i "auf wiedersehen Atletico".

Dwa pozostałe przegrane finały Atletico miały miejsce w Pucharze Zdobywców Pucharu. W sezonie 1962/1963 Hiszpanie zebrali srogie baty od Tottenham Hotspur (1:5), a w edycji 1985/1986 makówki obiło im Dynamo Kijów (0:3).

Ale dość smuty, bo są też wygrane finały w historii tego klubu. Jedna duża waza trafiła do gablotki za sukces w PZP 1961/1962. Przeciwnik: AC Fiorentina. Zwarcie numer jeden: remis 1:1. Powtórka: zwycięstwo 3:0!

Wreszcie historia najnowsza. Dwa lata temu Atletico zwyciężyło w Lidze Europy bijąc w finale Fulham po dobrym meczu i dogrywce (2:1). Od tego czasu Forlan ma podobno jeszcze bardziej puszyste włosy.

Athletic Bilbao: po raz drugi

Baskowie w kwestii finałów są zdecydowanie mniej doświadczeni, co jednak nie oznacza, że nigdy "tego" nie robili. Bo robili, wiadomo, że robili. Ale im się nie udało. A było to tak. Sezon 1976/1977, Puchar UEFA i Juventus Turyn za przeciwnika, gramy jeden na jeden bez kozłowania mecz i rewanż. W Turynie wygrywa Stara Dama po golu Tardellego. W rewanżu Włosi szybko wychodzą na prowadzenie. Athletic jednak kilka minut później wyrównał, a na kwadrans przed końcem wyszedł na prowadzenie. Na podwyższenie wyniku i zwycięstwo w dwumeczu zabrakło jednak czasu. Hasta luego, pucharze.

Oni już chyba kiedyś grali ze sobą...

Nie i tak. Obie ekipy nigdy nie spotkały się w europejskich pucharach. Co innego jednak w lidze - tam widują się średnio dwa razy na sezon. W tych rozgrywkach próba sił finalistów wypadła remisowo, ze wskazaniem na Basków. U siebie wygrali oni 3:0. W Madrycie natomiast triumfowało Atletico 2:1.

OK, ale nie ma czegoś pośredniego? Niekoniecznie ligi, ale też niekoniecznie zaraz europejskich pucharów? Oczywiście, jest, znalazłem, odszukałem. Athletic i Atletico trzykrotnie mierzyły się ze sobą w finale Pucharu Króla. Dwukrotnie wygrywał team z Bilbao (1921 i 1956) a raz z Madrytu (1985). Żeby Los Colchoneros nie było smutno, że częściej przegrywają, to pokazuję ich zwycięski finał:

Droga do finału

Atletico Madryt: Efektownie

Zawodnicy z Madrytu pewnie wygrali swoją grupę. Za plecami zostawili w niej Udinese, Celtic i Stade Rennes. Zdobyli przy tym 13 punktów, przegrywając tylko z Włochami i remisując z Francuzami. Potem nadeszła faza grupowa, w której Atletico... wygrało jak na razie wszystkie spotkania! Po kolei bęcki zbierało Lazio (3:1 i 1:0), Besiktas (3:1 i 3:0), Hannover (2:1 i 2:1) i wreszcie Valencia (4:2 i 1:0). Nie mam pytań, dziękuję.

Athletic Bilbao: Porywająco i nerwowo

Doświadczenie grupowe Baskowie mają takie same jak ich finałowi rywale. Podobnie jak oni wygrali oni swoją grupę uzyskując w niej 13 oczek. Za rywali Athletic miał Red Bull Salzburg, PSG i Slovana Bratysława. Z tymi pierwszymi raz zremisowali, z tymi drugimi raz przegrali. Ten spacerek miał okazać się przetarciem przed kolejnymi fazami, w których kibice AB ledwo dyszeli z nerwów. Najpierw dwumecz z Lokomotiwem Moskwa - 1:2 i 1:0. Potem fenomenalne starcie z Manchesterem United - 3:2 i 2:1. Następnie na tapecie było Schalke - 4:2 i 2:2. Wreszcie w półfinale los skojarzył Basków ze Sportingiem Lizbona - 1:2 i 3:1 (po golu w 88. minucie). Jedno jest pewne - jeżeli Athletic zagra tak jak zawsze, to emocje mamy gwarantowane.

Jak tam panie forma ostatnio?

Atletico Madryt: Stabilnie i do góry

Trzy ostatnie gry na krajowym podwórko to pięć zdobytych oczek. Atletico zremisowało z Betisem (2:2) i Realem Sociedad (1:1), a ostatnio wygrało z Malagą (2:1). Szczególnie to ostatnie spotkanie było ważne, bo przybliżyło ono zespół do czwartej lokaty - okupowanej skądinąd przez Malagę - gwarantującej udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.

Athletic Bilbao: Lekki żen

Baskowie w najświeższych ligowych spotkaniach nie strzelili nawet gola. Przegrali oni 0:2 z Realem Saragossa, 0:3 z Realem Madryt i zremisowali 0:0 z Getafe. Efekt tej passy? 10. miejsce w tabeli.

Kto zarządzi?

Atletico Madryt: Ten w długich piórach

Za tym, że Radamel Falcao zostanie gwiazdą finału przemawiają przynajmniej trzy rzeczy. Pierwszy: w tegorocznej LE nikt nie strzelił więcej goli od niego (Huntelaar ma tyle samo co on, czyli dziesięć i więcej już nie strzeli). Drugi: Kolumbijczyk ma doświadczenie w strzelaniu kluczowych goli w finale LE. Zrobił to już przecież rok temu. Trzeci: to on zdobył obie bramki w ostatniej ligowej potyczce obu zespołów.

Athletic Bilbao: Ten dryblas

Faza pucharowa LE to popis Fernando Llorente. Dryblas z Bilbao w sześciu meczach tego etapu strzelił pięć goli. Wszyscy kibice Basków liczą, że dziś dorzuci kolejne.

Kto wygra?

Statystyki mówią, że Atletico. Serce podpowiada, że narwani Baskowie.

Przemysław Nosal

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Komentarze (1)
Zaloguj się
  • Gość: Cinner

    0

    Droga do finału Atletico, jeden błąd:
    "Potem nadeszła faza grupowa, w której Atletico... wygrało jak na razie wszystkie spotkania!"
    powinno być chyba "faza pucharowa".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX