Siedem mgnień Ligi Mistrzów

Piotr Mikołajczyk
21.05.2012 08:02
A A A

Fot. Tom Hevezi AP

Bayern, choć miał przewagę, przegrał, Chelsea, choć przez cały mecz się broniła wygrała, dzięki czemu sprawiedliwości stało się zadość. I to zarówno w wymiarze doraźnym, jak i dziejowym.

Pokaż jak kibicujesz i wygraj nagrodę - weź udział w konkursie

Futbol jest sprawiedliwy

Zaskakująco wiele osób po tym finale twierdzi, że był on dowodem na to, że piłka nożna jest niesprawiedliwa. Ci spokojniejsi ograniczają się do stwierdzenia, że wygrać powinien Bayern, ponieważ miał przewagę, ci bardziej rozdygotani twierdzą wręcz, że nie powinien wygrać ani Bayern ani Chelsea, ponieważ w finale powinna grać Barcelona z Realem. Oczywiście racji nie mają ani jedni, ani drudzy. Pudłujące rzuty karne gwiazdy to taki sam składnik piłki nożnej jak gwiazdy trafiające z rzutów karnych, dlatego zdanie ''wygraliby, gdyby tylko ich gwiazdor wykorzystał rzut karny'' ma tyle samo sensu, co zdanie ''wygraliby, gdyby tylko lepiej grali w piłkę'', czy ''wygraliby, gdyby tylko rywal położył się na murawie i zasnął''. Czy też po prostu ''wygraliby, gdyby tylko wygrali zamiast przegrać''. Chelsea wygrała, bo sobie to zwycięstwo wyharowała. A skoro sobie wyharowała, to zasłużyła. Kropka.

Bayern jest sam sobie winny

Swoją drogą, czy Chelsea zasłużyła to rzecz jedna, ale że Bayern zasłużył na porażkę to sprawa całkiem osobna. To aż niesamowite jak odporni na jakąkolwiek refleksje byli w sobotę piłkarze Bayernu. Żeby przez 120 minut absolutnie każdą akcję rozgrywać tak samo i nie zauważyć, że efektów to nie przynosi, żeby nie wpaść na tę, nieprzesadnie przecież wyszukaną myśl, że skoro jeden schemat nie działa, to może należałoby wypróbować jakiś inny - to już wyczyn sam w sobie.

Mieć Robbena czy nie mieć

Oto jest pytanie. Jakkolwiek Holender jest być może największą gwiazdą Bayernu i przez swoją nieobliczalność jego najgroźniejszą bronią, tak jednocześnie z tych samych powodów staje się bronią obosieczną. A może wręcz jednosieczną? Najpierw w meczu o mistrzostwo Niemiec Robben zmarnował karnego na miarę remisu, chwilę później zmarnował sytuację nawet lepszą niż karny. Gdyby mecz skończył się remisem - przewaga Borussii utrzymałaby się na poziomie trzech punktów, gdyby Robben miał i wykorzystał obie sytuacje (wiem, to już lekki nadmiar gdybania) i dał Bayernowi zwycięstwo - stopniałaby do zera. W sobotę gdyby wykorzystał karnego - dałby Bayernowi prowadzenie na początku dogrywki i prawdopodobnie zwycięstwo. Ale w obu przypadkach Robben karne marnował i w obu przypadkach nie dlatego, że bramkarze zachowali się jakoś wybitnie, ale dlatego, że Holender strzelał fatalnie.

Że Bayern ma problem z Robbenem - po takim zakończeniu sezonu jest ewidentne. Pytanie - czy potrafi go rozwiązać, czy w ogóle problem Robbena przy całej jego nieobliczalności i odporności na autorefleksję rozwiązać można inaczej, niż pozbywając się go. Uczciwie mówię - nie znam odpowiedzi na to pytanie.

Drogba żegna się jak bohater

Wszystko wskazuje na to, że Didiera Drogby w przyszłym sezonie na Stamford Bridge nie będzie - klub nie był zainteresowany przedłużaniem umowy z rozgrywającym najgorszy sezon od lat 34-latkiem, sam zawodnik też chyba doszedł do wniosku, że czas najwyższy przed emeryturą jeszcze trochę zarobić i gotów był na podpisanie sutego kontraktu w egzotycznej lidze. Na pożegnanie został jednak bohaterem finału - najpierw strzelił wyrównującego gola, potem pewnie wykorzystał decydujący rzut karny. Jeśli to faktycznie jego ostatni mecz w barwach Chelsea to trudno wymyślić scenariusz, który by takie pożegnanie przebił.

Co skłania mnie jeszcze raz do powrotu do tezy o niesprawiedliwości futbolu. Bo może to, co wydarzyło się w sobotę było właśnie przejawem najwyższej sprawiedliwości. W końcu Drogba, Lampard, Terry, Cech zasłużyli na to, żeby Ligę Mistrzów wygrać. Wielokrotnie dopychali się tuż tuż, wielokrotnie od triumfu dzieliły ich centymetry, za każdym razem jednak los był przeciwko nim. Tym razem, już chyba naprawdę w ostatnim możliwym momencie, przynajmniej dla dwóch pierwszych, fortuna postanowiła oddać wszystko, co zabrała przez te lata.

Pan trener John Terry

Drugi raz Chelsea zbliżyła się na taką odległość do pucharu i drugi raz prowadził ją trener tymczasowy. O ile Avram Grant przynajmniej w teorii miał być faktycznym następcą Mourinho o tyle Roberto Di Matteo od początku był tylko gościem wynajętym do tego, żeby dograć sezon. Obaj zbliżyli się do realizacji największego marzenia Romana Abramowicza - triumfu w Lidze Mistrzów - tak, jak nigdy nie udało się Mourinho, Scolariemu, Hiddinkowi, Ancelottiemu czy Villasowi-Boasowi. Co mają wspólnego? Cóż, może przełożonego, nie ustają w końcu plotki o tym, że tak naprawdę i w jednym i w drugim przypadku faktycznym trenerem był John Terry, podejmujący kluczowe decyzje z niewielką pomocą swoich przyjaciół z klubowej starszyzny. Być może nigdy się nie dowiemy jak jest naprawdę, choć pewne jest, że w Londynie najważniejsi piłkarze mają do powiedzenia dużo więcej niż w jakimkolwiek innym wielkim klubie, czy jednak aż tak dużo, żeby faktycznie wziąć pełnię władzy - nie wiadomo.

Istnieje jednak przesłanka przemawiająca za takim scenariuszem. W 2008 roku Chelsea było o jedno pośliźnięcie Johna Terry'ego od triumfu, cztery lata później mecz ponownie rozstrzygnął się w karnych, ale o powtórzeniu scenariusza mowy być nie mogło, ponieważ Terry'ego na boisku nie było. Zadbał o tym sam Terry, który kopiąc rywala w półfinale z finału wykluczył się sam. Przypadek? Szaleństwo? Może. Ale może po prostu trenerskie wizjonerstwo pozwalające z zachowaniem twarzy odsunąć od gry kluczowego, a potencjalnie niebezpiecznego zawodnika.

Bayern przyszłości

Mimo wszystko, w przyszłość z większym spokojem patrzeć mogą kibice Bayernu. Dla Chelsea to trofeum jest zwieńczeniem pewnej epoki, która nieubłaganie dobiega końca. Nawet jeśli ta nowa Chelsea, a przynajmniej jej zaczyn, już jest, jeśli już dziś więcej zależy w niej od Davida Luiza, Ramiresa, Maty czy Torresa (w końcu zmarnowane okazje to również jakiś wpływ) - okazuje się, że w decydujących momentach nie da się obyć bez weteranów. Których w każdej chwili może zabraknąć.

Dla Bayernu tymczasem ta porażka może być tylko przystankiem do przyszłych sukcesów. Już teraz byli o krok, a przecież średnia wieku jedenastki, która wybiegła w sobotę na boisko wynosiła równo 26 lat. A przecież gdyby nie kartki - za Tymoszczuka (jedynego w składzie Bayernu zawodnika, którzy przekroczył trzydziestkę!) grałby równo dziesięć lat młodszy Badstuber, a zamiast 22-letniego Contento grałby wciąż nastoletni Alaba. Bayern już teraz jest drużyną wściekle mocną, a jednocześnie bardzo młodą. Co będzie, kiedy ci młodzi ludzie dorosną?

Cytat finału

Fernando Torres nie strzelił bramki dającej Romanowi Abramowiczowi triumf w Lidze Mistrzów, co pozwoli nam uniknąć nierozstrzygalnych rozważań, czy wydane na niego 50 milionów funtów było dobrą, czy niezbyt dobrą inwestycją. Hiszpan na boisku pojawił się dopiero w 84. minucie w związku z czym postanowił strzelić focha i po meczu oznajmił, że nie jest zadowolony z roli, jaką pełni w drużynie. Wszystko to spuentował zdaniem:

Nie tego się spodziewałem, gdy tu przychodziłem.

Jak by ci to powiedzieć, Fernando... To tak, jak cały świat.

Piotr Mikołajczyk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

  • 1
Komentarze (3)
Zaloguj się
  • Gość: PapaFritzl

    Oceniono 7 razy 7

    warto wspomnieć, że rzut rożny, który dał wyrównanie Chelsea, został wywalczony właśnie przez wprowadzonego kilka chwil wcześniej El Nino. Mało istotne, ale najwidoczniej rożny był tym, czego The Blues potrzebowali, a przez 85 minut nie potrafili wywalczyć.

  • jendker83

    Oceniono 3 razy 3

    Szkoda mi Bayernu, bo przewagę miał ogromną, ale zabrakło czegoś bardzo ważnego - rozsądku. Jak można grać tyle górnych piłek w pole karne Chelsea, widząć że absolutnie nic z tego nie wynika (bramka Mullera to było bardziej dzieło rachunku prawdopodobieństwa niż Niemców). Zabrakło też Mario Gomeza, który do wspomnianego meczu w Bundeslidze z BVB grał jak z nut, ale potem coś się zacieło i bramki się skończyły.

    Trzeba przyznać Chelsea, że kapitalnie się broniła. Potrafili się świetnie ustawić we własnym polu karnym, większość prób Bayernu była blokowana, zanim nawet Cech miał okazję się wykazać.

    PS. Jako kibic Bayernu szczerze żałuję, że kompanem Borka na Polsacie był Boniek, a nie Piechniczek. Bo ten drugi pewnie po 90 minutach oddałby Niemcom zwycięstwo nie patrząc, że na boisku był remis - przecież decyduje liczba wykonywanych rzutów rożnych!!! A w tej statystyce Chelsea zupełnie nie istniało :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX