Z Czuba Watch: Dyskobol, Kulomiot i Młociarz idą na miasto
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Fajni ci nasi olimpijscy ''rzucacze''. Zdobywają medale, wyglądają tak, że nie mamy pytań, a poza tym wydają się fajnymi, normalnymi ludźmi. Taki na przykład Piotr Małachowski, (nieco) niespodziewany srebrny medalista w rzucie dyskiem - lubi pić piwo oraz jeść schabowe i pączki w dużych ilościach. Polski dyskobol udzielił wczoraj wywiadu dziennikowi ''Polska'' - było o nagich kobietach i o wypadach na miasto.
Polska: Co się panu śniło w noc poprzedzającą start?
Małachowski: Jak to co? Kobiety!
P:Nagie?
M:A Panu jakie się śnią? Sen był naprawdę fajny.
Czy fajniejszy od olimpijskiego srebra? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Małachowski, Majewski i Ziółkowski trzymają się razem nie tylko na stadionie lekkoatletycznym (co było widać chociażby podczas wczorajszego konkursu). Po zakończeniu występów mają odrobinę czasu wolnego. I nie zawahają się go użyć. Cytując dziennikarza ''Polski'' - ''drżyj Pekinie''.
P: Małachowski, Majewski i Ziółkowski ruszają w miasto oblewać triumf?
M: Chyba nie. Pilnują nas w misji. Ale może szturmem bramę weźmiemy. A tak na poważnie, to sezon się jeszcze nie skończył. Forma jest, więc trzeba będzie to wykorzystać.
P: W Pekinie narodziła się, czy może odrodziła się, polska szkoła rzutów?
M: Nie wiem. Nie róbcie z nas potęgi. Po Sydney wydawało się, że jesteśmy mocni w młocie. Później różnie z tym bywało.
W tym momencie ''spoza kadru'' dobiega głos Tomasza Majewskiego: ''Piotrek przestań już pier... Idziemy na miasto''
Przepraszam, muszę iść. Mistrz olimpijski wzywa.
- kończy wywiad Małachowski.
''Dyskobol, Kulomiot i Młociarz idą na miasto'' - brzmi to trochę jak początek dowcipu, prawda? Puenta wydaje nam się dość przewidywalna.
