Przed igrzyskami przeglądaliśmy listę zawodników, którzy mieli pojawić się w Pekinie. I nasza radość była przeogromna (czyli znacznie większa niż z czwartego miejsca kajakarzy), gdy znaleźliśmy wśród nich starego znajomego - Ciana O'Connora. Niecierpliwie czekaliśmy aż nasz Nieznany wystartuje. Czekaliśmy, czekaliśmy i czekamy do teraz. Jego dyscyplina - jeździectwo - już się na igrzyskach skończyła. Irlandczyka jednak na parkurze nie zobaczyliśmy. Nie figuruje też na listach startowych, ani w żadnych wynikach - zarówno zmagań indywidualnych, jak i drużynowych. Na oficjalnej stronie igrzysk wciąż znajduje się jednak profil O'Connora, o ile profilem można nazwać zakładkę bez zdjęcia i żadnych informacji poza datą urodzenia - czyli enigmatyczną tak, że potrzebny byłby Marian Rejewski, aby czegoś się tam doszukać.
Nasza prywatna teoria jest nieco pokrętna. Nową partnerką Ciana, przynajmniej do niedawna, była Georgina Bloomberg - córka Michaela, burmistrza Nowego Jorku, a także człowieka wartego 16 miliardów dolarów. Marzeniem młodej Bloombergówny, która również uprawia jeździectwo, była od zawsze wyprawa na igrzyska (niekoniecznie w charakterze widza). Dla Ciana to żaden szał, w końcu był już ich złotym medalistą, choć, jak wiemy, tylko przez chwilę. Georginie zakwalifikować się do drużyny amerykańskiej na Pekin się jednak nie udało, a zamiast niej pojechała 50-letnia Karen O'Connor. Podejrzewamy, że miejsce Ciana w Pekinie zostało zatem oddane komuś, kto nazywa się ''Niechęć do Narażania Się Potężnemu i Bogatemu Potencjalnemu Teściowi'', a Chińczycy zapomnieli wykasować O'Connora z systemu. Tymczasem zapewne irlandzki dżokej wesoło ogląda sobie igrzyska w telewizji, razem ze swoją narzeczoną. Jest też opcja, że nie mamy racji i cianowy profil to nowa, ulepszona i godna XXI wieku chińska wersja idei barona de Coubertin - nie liczy się udział, liczy się sama obecność w systemie. Bo wersji o błędzie informatyków i pomylenie Ciana z Austinem O'Connorem, który Irlandię właśnie w jeździectwie na igrzyskach reprezentuje, nie przyjmujemy. Zresztą niektórzy twierdzą, że naszego małego bohatera w Pekinie widzieli i nawet mają na to dowody.












