Prezesi Atletico Madryt mają problem z trenerami. Zawsze

miszeffsky
28.10.2009 16:00
A A A
W latach 1987 - 2003 prezesem Atletico Madryt był słynący ze swojej wybuchowości i ekstrawagancji Jesus Gil. Znany był on też z nienawiści do gatunku trenerskiego - w ciągu 16 lat zatrudniał 37 szkoleniowców. Następca Gila, Enrique Cerezo dzielnie idzie w ślady swojego poprzednika - szopki, jaką zrobił przy okazji szukania następcy dla zwolnionego niedawno Abla Resino nie powstydziłby się w Wigilię żaden zakład karny w Polsce.

Cały cyrk zaczął się w zeszły czwartek rano, kiedy to Cerezo poinformował prasę, że Resino prowadzić to sobie może pogadanki harcerskie przy ognisku i kiełbaskach, a nie jego drużynę i że nowym szkoleniowcem Rojiblancos będzie Michael Laudrup. Niestety dla Atletico a całkiem stety dla siebie Duńczyk oświadczył wieczorem, że jednak nie zamierza podpisywać nie dającego mu żadnego poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji półrocznego kontraktu.

I się zaczęło. Cerezo zwrócił się do trenera drużyn młodzieżowych i dawnego piłkarza madryckiego klubu Milinko Panticia, który entuzjastycznie przyjął propozycję. Ale kiedy Serb już ćwiczył przed lustrem miny, jakie wykorzysta w pracy na ławce trenerskiej w La Liga, włodarze Atletico szukali dalej. Porozumieli się z Luisem Aragonesem, ale po momencie już się rozmyślili, nie udało im się dodzwonić do Roberto Manciniego, jego zatem też musieli skreślić ze swojej listy. Równocześnie prowadzili także rozmowy z Miroslavem Djukiciem.

Przypomniało im się także o Luciano Spallettim, który stwierdził, że owszem i bardzo chętnie, ale Hiszpanie muszą przebić ofertę Zenita St. Petersburg czyli trzy miliony euro rocznie. W końcu, po długiej nocy negocjacji Cerezo zdecydował się na bezrobotnego po ubiegłorocznym epizodzie z Benfiką byłego szkoleniowca Valencii Quique Floresa. W piątek po 24 godzinach od zwolnienia Resino i po tysiącach euro wydanych na telefony zostało to ogłoszone prasie. Tyle tylko, że Flores nie mógł objąć drużyny przed niedzielą, a w sobotę Atletico grało z Mallorką. Tylko na sobotni wieczór zespół objął zatem Santi Denia. Uff...

Jesteśmy przekonani o tym, że na kursach trenerskich uczą omijania Vicente Calderon szerokim łukiem. Bardzo szerokim. I wcale się temu nie dziwimy.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX