http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/_blank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/pbg-zczuba.gif

Gazeta.pl > zczuba >  teksty

Polska zdobyła w Vancouver 11 medali. No, 11 i pół, a prawie 12 i pół

AP/Julie Jacobson

Przed igrzyskami w Vancouver Polska na wszystkich igrzyskach olimpijskich zdobyła łącznie osiem medali. W Kanadzie aż sześć. Wieczni malkontenci mówią, że mogło być ich więcej. Wieczni optymiści szukają polskich medalistów z Vancouver innych niż Adam Małysz i Justyna Kowalczyk i nie będących panczenistkami. I czasem nawet znajdują.

J.R. Celski

Znany również podchwytliwie jako John Robert Celski. W Vancouver zdobył dwa brązowe krążki - w short tracku solowym na 1500 metrów i w short tracku grupowym (zwanym również sztafetą) na 5000 metrów. Jeśli komukolwiek znajoma wydała się końcówka jego nazwiska i to nawet niekoniecznie ze względu na zamiłowanie do narciarstwa alpejskiego, to wydawało mu się dobrze. Ojciec J.R.-a Robert był Polakiem, a matka Sue Filipinką, czyli po łyżwie mieczu olimpijczyk jest rodakiem Adamka, a po kądzieli Manny`ego Pacquiao. Gdyby Celski reprezentował biało-czerwone barwy wywiózłby z Kanady dorobek o dwa stopnie podium niższy niż Adam Małysz i tak samo dobry jak sześć łyżwiarek szybkich startujących w biegach drużynowych.

Anni Friesinger - Postma

Po nazwisku sądząc, łyżwiarka szybka na treningi dojeżdża Leopardem 2, w pokoju wisi u niej plakat z Tokio Hotel, a w wolnych chwilach buduje ona znakomite samochody. Nic bardziej mylnego - nie ma plakatu z Tokio Hotel. Odpowiedzialny może być za to fakt, że matka niemieckiej olimpijki nazywała się już dużo bardziej swojsko - Janina Korowicka. Pani Janina bez większych sukcesów reprezentowała Polskę na zimowych igrzyskach w Innsbrucku w roku 1976. Kiedy wyszła za innego panczenistę - Georga Friesingera, stało się niemal jasne, że ich dzieci zanim jeszcze powiedzą ''mama'' wyduszą z siebie ''Międzynarodowa Unia Łyżwiarska''. Tak też się stało - najstarsza (i najbardziej doświadczona) z trójki rodzeństwa Anni w Vancouver zdobyła złoto w biegu drużynowym. I to mimo tego, że kawałek przed metą spektakularnie wylądowała tam, gdzie łyżwy nie dochodzą.

Brian Rafalski i Joe Pavelski oraz prawie Mike Komisarek


Hokejowa reprezentacja USA na igrzyskach dotarła aż do finału, a ściślej rzecz biorąc do niemal połowy dogrywki finału. Ciężko powiedzieć, żeby srebro Amerykanów było wielką sensacją igrzysk, ale za tym, że to niespodzianka przemawia głównie to że USA nie było Rosją, a to na ten finał ostrzyli sobie łyżwy wszyscy kibice hokeja na świecie. Nie doszło do niego z różnych powodów, ważniejsze jednak jest to, że spory udział w sukcesie Team McHockey miał 36-letni weteran Brian Rafalski. Obrońca Detroit Red Wings w całym turnieju zanotował na swoim koncie cztery bramki (w tym dwie w zwycięstwie 5:3 z Kanadą w grupie) oraz tyle samo asyst i wylądował w najlepszej szóstce zawodników turnieju olimpijskiego. To że defensor kadry USA nazywa się tak, jak się nazywa nie jest przypadkiem - hokeista otwarcie  przyznaje się do swoich polskich korzeni.

Swojsko brzmiące nazwisko ma też napastnik San Jose Sharks Joe Pavelski, który w Vancouver zaliczył trzy asysty. Pytany kiedyś o genezę tego, co ma wpisane w dowód hokeista powiedział ''To polskie nazwisko, ale nie wiem skąd się wzięło. Kiedyś w mojej rodzinie pisało się je tak: P-A-W-E-L-S-K-I''. Na pytanie skąd się wzięło, mogę odpowiedzieć tak - mniej więcej stąd

Do kadry amerykańskiej powołany był też obrońca Toronto Maple Leafs Mike Komisarek, którego ojciec, Roman, w wieku lat 24 wyemigrował za Wielką Wodę. Mike K, którego podczas wspólnej gry w Montreal Canadiens poprawnej polszczyzny uczył Mariusz Czerkawski doznał jednak na początku stycznia kontuzji ramienia w spotkaniu z Calgary Flames i ostatecznie na igrzyska nie pojechał. A byłby trzeci hokejowy medal dla Polski - to dużo jak na kraj, który do Vancouver nie posłał żadnej reprezentacji w ganianiu za krążkiem.

Robin Szolkowy


Niemieckiego łyżwiarza z Polską łączy (a przynajmniej chciałbym, żeby tak było) więcej niż to, że swoje pierwsze mistrzostwo (Europy) wywalczył trzy lata temu w Warszawie. Nawiasem mówiąc do tego tytułu dołożył jeszcze później dwa kolejne czempionaty Starego Kontynentu, dwa Mistrzostwa Świata i brązowy medal z Vancouver w kategorii par tanecznych. Jego ojciec był tanzańskim studentem medycyny, mama jest (teoretycznie) Niemką, jednak nazwisko Szolkowy wskazywałoby miejsce skąd pochodzi na jakieś Kresy Wschodnie. Tym bardziej że Robin urodził się nie tak daleko Ziem Odzyskanych i polskiej granicy, w Greifswaldzie (polska historyczna nazwa Gryfia). Oczywiście trzeba wziąć to z lekkim przymrużeniem oka, ale miło sobie pomyśleć, że nasze łyżwiarstwo figurowe mogłoby się w Vancouver prezentować nieco lepiej niż się zaprezentowało. Choć w sumie nie mogło się już zaprezentować gorzej.

Łukasz Miszewski

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: