Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Darren Collison (New Orleans Hornets)

Chris Paul ostatni raz pojawił się w składzie Hornets 29 stycznia, później okazało się, że konieczna będzie operacja lewego kolana, która wyłączy go z gry na 4-6 tygodni. Jego miejsce zajął wybrany w drafcie z numerem 21 Darren Collison i póki co zastępuje gwiazdora Nowego Orleanu bardziej niż dobrze. Luty Collison zakończył ze średnimi 21,6 punktu i 8,3 asysty i stał się dopiero drugim debiutantem w historii, który na przestrzeni miesiąca kalendarzowego miał takie osiągi (grając w więcej niż trzech spotkaniach). Poprzednim był w kwietniu 1997 Allen Iverson. W tym tygodniu to nie było jednak jedyne osiągnięcie Collisona, które dało mu miejsce w historii rookies w NBA. W środowym meczu z Milwaukee po raz siódmy z rzędu zaliczył przynajmniej 18 punktów i 9 asyst (konkretnie 22/9) i stał się dopiero drugim debiutantem z taką serią od czasów Oscara Robertsona w sezonie 1960/61.
Jason Richardson (Phoenix Suns)

Myślałem, że wiem wszystko o nieudanych wsadach. Widziałem jak w takich sytuacjach pudłował Jordan. Mógłbym napisać 300-stronicową analizę tego co działo się w głowie Ricky'ego Davisa w tej akcji. I trzy razy tyle o Julianie Wrightcie. Nie mówiąc już o Darrelu Armstrongu wykonującym rzut kelnerski w konkursie wsadów czy co drugiej akcji w karierze Kwame Browna. Ale i tak Jason Richardson pobił chyba ich wszystkich w końcówce meczu z San Antonio Spurs. Przegranym meczu. Ale na 45 sekund przed końcem sprawa była otwarta.
Nie wierzę, że Jason Richardson był w tej sytuacji sam na sam. Musiał mu przeszkodzić duch Roberta Horry'ego. On jeszcze długo będzie wisiał nad meczami Suns i Spurs.
Kobe Bryant (Los Angeles Lakers)

Jeśli zastanawialiście się jak by wyglądał program ''Z kamerą wśród zwierząt'', gdyby Gucwińscy interesowali się koszykówką, to tak blisko odpowiedzi na to pytanie jak tylko możliwe zbliżył się Mark Medina z L.A. Times, który zapytał pracowników Los Angeles Zoo do jakich zwierząt porównaliby Kobego Bryanta. Początkowo było klasycznie. Dowiedzieliśmy się, że Kobe może się nazywać Czarną Mambą, bo jest tak samo zabójczy. Ma także coś z tygrysa (tygrysy są samotnikami i drapieżnikami) i rusza się jak gazela. I o ile kupuję, jakkolwiek pociesznie by ono nie brzmiało, porównanie do najszybszego lądowego zwierza Ameryki Północnej - widłoroga, o tyle rozbrajające jest stwierdzenie, Kobe Bryant ma coś... z bobra. A konkretnie...
Całe szczęście na tym porównanie się kończy i nie dowiadujemy się, że częścią przygotowań Bryanta jest nacieranie ciała wydzieliną z gruczołu znajdującego się pod ogonem. No i brakowało tylko pliszki, która byłaby jak Bryant z powodu barw. Niech Kobe zostanie lepiej mambą. Koszykarski bóbr może być tylko jeden.
Andris Biedrins (Golden State Warriors)

Powiedzieć, że Andris Biedrins ma problem z osobistymi, to jak powiedzieć, że Batman miał problem z Bane'em. Łotysz na linii rzutów wolnych spisuje się fatalnie. Don Nelson jest wściekły i twierdzi, że Biedrins w widoczny sposób unika na boisku sytuacji, w których rywal mógłby się uciec do faulu na nim. Na tym, że Biedrins od linii rzutów wolnych chce się trzymać dalej niż Tracy McGrady od drugiej rundy play off, cierpi jego gra oraz gra Warriors, nie wspominając już o ich biedniejszym o 60 milionów dolarów budżecie. A ucierpieć może jeszcze negatywny rekord wszech czasów - spośród zawodników, którzy wykonywali minimum 30 osobistych w sezonie, najgorszy procent należy do Garfielda Smitha z Boston Celtics (1971/72) - 19,4. Środkowy Warriors trafia obecnie 16% swoich rzutów wolnych. Choć ''trafianie'' to chyba zbyt szczodre określenie procesu umieszczania w koszu 16% wykonywanych osobistych.
A skoro już jesteśmy przy kiepsko wykonywanych wolnych (i graczach Boston Celtics), to winien Wam jestem informację, że ulubiony pod tym względem w tych stronach Rajon Rondo zdołał chyba na dobre uciec rekordowi najgorszego procentu osobistych wśród obrońców. W chwili obecnej z 60,6% skuteczności ''dystansuje'' panującego w tej kategorii od 1986 roku Gerlada Wilkinsa o 4,9%. Jeśli jednak Rajon zbytnio się w związku z tym rozpręży, dam znać.
Baron Davis (Los Angeles Clippers)

O brodzie Barona Davis powiedziano i napisano wiele, jednak nie to, że od dziś, każdy może sobie takową sprawić.
Na wszelki wypadek uważalibyśmy kupując cokolwiek od Clippersów. Mała pomyłka na poczcie i dostaniecie kolano Blake'a Griffina, węża z kieszeni Donalda Sterlinga, albo Eltona Branda, który parę sekund później Wam ucieknie.
Retro gracz tygodnia: Joe Kleine
W nowym poddziale ''Pierwszej piątki tygodnia'' będziemy przy pomocy wehikułu czasu napędzanego energią kinetyczną wytworzoną poprzez tik Mahmouda Abdul-Raufa, przenosić się do NBA z lat 90. ubiegłego stulecia i przypominać pokrótce sylwetki jej bohaterów. Ale nie tych głównych, o których pamięć trwać będzie wiecznie, tylko tych z drugiego planu, o których pamięć definiuje tamten złoty czas dla koszykówki zaoceanicznej i jej kibiców w naszym kraju. W końcu w internecie nostalgia sprzedaje się równie dobrze co seks.
W latach 90. można było odnieść wrażenie, że Bóg tworzył drewnianych centrów tylko po to, żeby mogli zdobywać mistrzostwa z Chicago Bulls. Bill Wennington. Luc Longley. Will Perdue. Scott Williams. Bill Cartwright. I w końcu Joe Kleine.

Kiedy przypominam sobie po latach Joe Kleine'a, bardziej niż z profesjonalnym koszykarzem kojarzy mi się z ojcem Kevina Arnolda z ''Cudownych lat'', albo innym klasycznym tatusiem amerykańskich seriali familijnych. W tym kontekście ciężko uwierzyć, że na uniwersytecie wykręcał lepsze staty niż Hakeem ''Wtedy jeszcze bez 'H''' Olajuwon i regularnie grywał w reprezentacji USA, z którą zdobył olimpijskie złoto w Los Angeles oraz srebro MŚ 1982 w Kolumbii. Jednak jedyne co dziś sprawia, że jego wybór w Drafcie 1985 aż z numerem 6 nie wygląda najgorzej, to fakt, że z numerem 5 poszedł wtedy Jon Koncak.
Co by jednak nie mówić, Kleine mimo iż nigdy nie stał się tak dobrym środkowym jakim wydawał się w college'u, pewne miejsce w składzie drużyny NBA utrzymywał przez 15 lat. W trakcie swojego czwartego roku w lidze z Sacramento Kings (gdzie w sezonie 1987/88 rozegrał najlepszy sezon w karierze - 9,8 pkt, 7,1 zb.) został oddany do Boston Celtics, gdzie miał być zmiennikiem Roberta Parisha. W 1993 roku podpisał kontrakt ze zbrojącymi się do kolejnej walki o tytuł Phoenix Suns. Niestety to jego stary rywal ze studiów wraz z Houston Rockets rządzili wtedy w lidze. Ostatnim sezonie w barwach Suns był dla Kleine'a sezon 1996/97, w trakcie którego najpierw powędrował do Lakers, a po rozegraniu ośmiu spotkań, do New Jersey Nets. Dopiero w 1997 roku dopełnił się boski plan i Kleine trafił wreszcie na ławkę Chicago Bulls. I choć tamten skład zdobył tytuł mistrza, Kleine, który przed play-offami doznał kontuzji, nie załapał się do post-sezonowego składu. I od tego momentu rola Kleine stawała się coraz bardziej kleine i kleine. Po 31 meczach w ramach powrotu do Phoenix i zaledwie siedmiu dla Portland w sezonie 1999/00 Joe Kleine zakończył karierę, po której zajął się rodziną i jej powiększaniem. Obecnie pomaga koszykarzom i sztabowi trenerskiemu na University of Arkansas at Little Rock, był także asystentem w juniorskiej reprezentacji USA.
kostrzu
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Najczęściej czytane