Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Fot. Bokser.org
Tak hartowała się stal i polskie walki stulecia:
24 października 2009, Tomasz Adamek - Andrzej Gołota

Wchodzący do wagi ciężkiej Tomasz Adamek walczy w Łodzi z wychodzącym z boksu w ogóle Andrzejem Gołotą o pas interkontynentalny federacji IBF (można kupić w sklepie z pamiątkami sportowymi). Miliony Polaków oglądają, ''Góral'' uderza szybko, często i relatywnie mocno, a Andrew robi groźne miny, co jak zwykle nie działa i kończy się technicznym nokautem w piątej rundzie. Nuda. Po tej walce niektórzy eksperci twierdzą, że Adamek jest gotów mierzyć się z najlepszymi.
11 grudnia 2009, Mariusz Pudzianowski - Marcin Najman

Wchodzący do MMA Pudzianowski walczy w Warszawie z... po prostu z Marcinem Najmanem. Miliony Polaków oglądają, ''Pudzian'' kopie często, szybko i z siłą uderzeniową TGV, sprawiając, że jego lowkick zostaje wpisany na listę broni masowego rażenia. Najman nie robi groźnych min, a przynajmniej nie widać tego, bo wszyscy mogą podziwiać tylko jego uciekające plecy. Pojedynek kończy się po czterdziestu kilku sekundach. Nuda. Po tej walce niektórzy eksperci twierdzą, że polski strongman jest gotów mierzyć się z najlepszymi.
29 maja 2010, Witalij Kliczko - Albert Sosnowski

W Gelsenkirchen mistrz Europy wagi ciężkiej Albert ''Dragon'' Sosnowski zmierzy się o pas mistrzowski jednej z dwóch najbardziej prestiżowych organizacji świata (drugą jest Mensa) - federacji WBC z Witalijem Kliczką. Ani Sosnowski nie jest chłopcem do bicia (z 48 walk wygrał 45, fakt że sporo z nich z kelnerami, ale przegrał tylko dwie i jedną zremisował), ani tym bardziej nie jest nim Ukrainiec, uznawany powszechnie za drugiego najlepszego z ''ciężkich'' pięściarza świata - pod tym względem ustępuje tylko drugiej połowie ''braci Kliczko'' czyli młodszemu Władimirowi. Takiego pojedynku, o tytuł mistrzowski, nie mieliśmy od 13 lat, kiedy to Lennox Lewis potrzebował niewiele ponad półtorej minuty, żeby pokazać Andrzejowi Gołocie, że ''not in his house''. I co? I nic. Żadnego zwyczajowego przed walką tego formatu polskiego hurraoptymizmu. Raczej hurrapesymizm.
Oczywiście, ze względu na klasę, rozmiar i doktorat Ukraińca te obawy i kręcenia głową z niedowierzaniem mają uzasadnienie. Słowem - jest dziwnie. Jak były jaja, to komentowano je na poważnie. Jak nagle znienacka zrobiło się poważnie, to mam (przynajmniej ja) wrażenie, że są jaja. Przy okazji mam też nadzieję, że te opinie zmobilizują Sosnowskiego do tego, żeby w maju pokazał się w Niemczech z jak najlepszej strony. Z lepszej niż w Telezakupach Mango.

ŁM
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX