Teksty

Piłkarska młodość, ech...

Bartosz Nosal
2010-03-12
A A A Drukuj
Kapitan Tsubasa Youtube.pl/Polonia1
Wiosna idzie, człowiek jakoś refleksyjniej podchodzi do wielu spraw. Nie wystarcza mu, że ogląda mecz Ligi Mistrzów. Musi sobie zaraz przypomnieć wszystkie półfinały z ostatnich dziesięciu lat. Patrzy na buty zawodników i myśli sobie: "Ja w takich nigdy nie grałem, a teraz każde dziecko ma osobną parę na każdy dzień tygodnia". Kiedyś w ogóle było inaczej. Tak, kiedyś było inaczej. A jak było?

Choć nie mam jeszcze siwych włosów na głowie, to czasem towarzyszy mi uczucie, że obecną piłkę i tę sprzed 15-20 lat wiąże głównie to, że wciąż za futbolówką uganiają się dwie drużyny po jedenastu zawodników. Mam nieodparte wrażenie (podejrzewam, że nie jestem w tym odosobniony), że dla każdego pokolenia piłka znaczy zupełnie co innego. Dla mnie była sposobem spędzania całych dni na podwórku i zawiązywania nowych znajomości. Dzisiaj natomiast - może się mylę - kopanie futbolówki jest jedną z aktywności pozalekcyjnych, umiejscowioną gdzieś między angielskim a graniem na konsoli.

Jak więc wspominają swoje  młodociane piłkarskie doświadczenia obecni dwudziesto- i trzydziestolatkowie? Oto moje typy:

Gumowe korkotrampki marki "Stomil"

Nie można było mówić, że gra się w piłkę, jeśli się nie miało poczciwych stomilków. Gumowe korkotrampki stanowiły warunek sine qua non uczestnictwa w futbolowych bojach. To chyba trochę jak w więzieniu z dokręceniem bajery w więzieniu - niby też tam jesteś, ale bez bajery jesteś zwykłym frajerem. Stomile miały podeszwę grubości ziemskiej litosfery, a czubkiem buta można było manipulować jak nie przymierzając kombajnem. Zastanawiam się czy one przypadkiem bardziej nie przeszkadzały w grze niż pomagały. Ale z drugiej strony - jak już ktoś nauczył się panować nad piłką przy pomocy takich gumowym trumien, to potem już nic nie było mu straszne.

Magazyn piłkarski "Gol" i "Sport Telegram"

Jeśli jakiś dźwięk wybudzał skuteczniej od budzika, to był to dźwięk czołówki "Sport Telegramu". Jeśli był jakiś program telewizyjny, który oglądałem z czcią i nabożnością, to był to "Gol". Oba surowe, oba kultowe.

Albumy Panini

Albumy z naklejkami Panini to nieodłączny element szkolnej kultury lat 90-tych. Trzeba było je mieć, żeby się na nie zamieniać; trzeba było się na nie zamieniać, żeby mieć kolegów. Do dziś pamiętam twarz Chomakowa - rezerwowego obrońcy Bułgarii na EURO 96.

Tsubasa Ozora

Był moment, że każdy był Tsubasą, interesował się Tsubasą albo rozmawiał o Tsubasie. Ja tę bajkę oglądałem tyle razy ile leciała, ale jakoś nigdy nie udało mi się jej zobaczyć do końca. Ilekroć zaczynały się te filmowe mistrzostwa świata, to albo gdzieś wyjeżdżałem albo coś stawało na przeszkodzie, żebym zobaczył jak Japonia zostaje najlepszą drużyną globu. Inna sprawa, że Tsubasa sporo skorzystał na swej futbolowej popularności. A tutaj można przeczytać ciekawy tekst o społecznym wymiarze tych wszystkich kreskówek emitowanych na Polonii 1.

Plastry na nos ułatwiające oddychanie

Taaak. Nie wiem czy to nie największa zbrodnia na dziecięcej wyobraźni. Superplastry ułatwiające oddychanie, niwelujące zmęczenie organizmu, stymulujące do walki i  wykonujące przy tym jeszcze milion innych czynności (czy to nie były przypadkiem zalążki technodopingu?). Dodane kiedyś do jednego czasopisma sprawiły, że każdy trzymał taki plaster na specjalną okazję, czyli jakiś turniejowy mecz. Gdy okazja przyszła, plaster spadał z nosa i ginął w trawie. Szukanie go utrudniało oddychanie, powodowało zmęczenie organizmu i osłabiało wolę walki.

Pełne zestawienie dziesięciu atrybutów młodości znajdziecie na blogu Numer10.

Przemysław Nosal

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów