John Terry zapewne wolałby, żeby ten tydzień się już skończył

18.03.2010 08:00
A A A
John Terry długo rozpaczał po przestrzelonym rzucie karnym w finale z Manchesterem United

John Terry długo rozpaczał po przestrzelonym rzucie karnym w finale z Manchesterem United (Fot. Ivan Sekretarev AP)

Od niedawna cały świat wie, że z Johnem Terrym lepiej się nie przyjaźnić, bo może się to skończyć... No, przyjaźń może się skończyć. Teraz świat dowiedział się, że lepiej także nie stawać w okolicach Johna Terry'ego jadącego samochodem. Szczególnie jeśli John Terry chwilę wcześniej odpadł z Ligi Mistrzów.

Tak jak na przykład we wtorek, kiedy Chelsea przegrała na własnym boisku z Interem 0:1 i odpadła w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Na swoje nieszczęście jeden z klubowych porządkowych nie wiedział, żeby nie stawać w okolicach Johna Terry'ego jadącego samochodem, szczególnie kiedy John Terry... Sami rozumiecie. Efekt? Dla kapitana Chelsea - ponowne zainteresowanie mediów z przyczyn nie związanych ze sportem. Dla porządkowego - ból. Porządkowy, którego boli wygląda tak:

Terry wyjeżdżał właśnie z klubowego parkingu po wtorkowym meczu, kiedy jego samochód otoczyła grupa składająca się z fotografów, być może jakichś kibiców i z pewnością co najmniej jednego pechowego ochroniarza. Jak powiedział rzecznik piłkarza, John Hall:

John jechał jakieś 2-3 mile na godzinę. Wyjeżdżał właśnie z parkingu, kiedy jego samochód został otoczony przez fotografów i kibiców.

Terry nie przejął się tym - pojechał dalej. W pewnym momencie poczuł, że samochód w coś uderzył, ale nie uznał za stosowne sprawdzić co to było choć drogą zwykłej eliminacji można było założyć, że człowiek. Zamiast tego pojechał dalej, zastanawiając się zapewne co będzie na kolację i z jakim jeszcze mężem/partnerem atrakcyjnej kobiety mógłby się zaprzyjaźnić.

Dziś już się dowiedział, że owszem, uderzył, ponieważ incydentem zainteresowała się policja. Dowiedział się też, że uderzonym faktycznie był człowiek, który przy okazji uderzenia doznał urazu. Niestety nie wiadomo do końca jak poważnego: wydane po wydarzeniu oświadczenie rzecznika piłkarza mówiło o skręconej kostce, media powołujące się na rzecznika policji (na przykład agencja Reutersa) - o złamanej nodze. A skoro mowa o oświadczeniu - rzecznik zawodnika uznał za stosowne zapewnić nas, że Terry nie jest nieczułym piratem drogowym, ale zainteresował się losem potrąconego ochroniarza. Jak czytamy:

[Terry - przyp. pm] Odjechał nieświadomy, że doszło do jakiegoś incydentu, ale już został o tym powiadomiony, zadzwonił do poszkodowanej osoby i rozmawiał z nią.

''Rozmawiał''? Nie ''przeprosił'', ale ''rozmawiał''? Interesujący dobór słów. Ciekawe, jak wyglądała ta rozmowa. Może jakoś tak.

- Cześć, tu John Terry. Czy rozmawiam z osobą, którą wczoraj potrąciłem?
- Tak.
- Aaa. Cześć, tu John Terry. Co tam?
- No, potrąciłeś mnie wczoraj. Cholernie boli mnie dziś noga.
- Serio? Mnie też kiedyś bolała noga. Naprawdę, przerąbane.
- Wiem coś o tym. Od wczoraj. Wiesz, od kiedy mnie potrąciłeś.
- Tak, już mi mówiłeś. No, to będę kończył.
- Co? Już? Tak po prostu?
- Masz rację, gdzie ja mam głowę. Nie przysłałbyś mi zdjęcia swojej żony?

PM

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX