Ja, ich liebe Czerwone Diabły. Bayern Monachium - Manchester United w kawałkach

Bartosz Nosal
30.03.2010 12:00
A A A
Bayern Munachium

Bayern Munachium (Fot. Christof Stache AP)

Będzie grał Rooney, będzie trochę Niemców, którzy ponoć na koniec zawsze wygrywają, będzie do zgarnięcia duża kasa, splendor oraz obcowanie wśród tych samych drużyn jak co roku. Mam nadzieję, że nie będzie nudno. Pierwsze ćwierćfinałowe Ligi Mistrzów między Bayernem a Manchesterem już za kilka godzin.

1. Oni już chyba kiedyś grali ze sobą...

To ósme czempionsligowe spotkanie obu jedenastek. Szczególnym uczuciem pałały one do siebie na przełomie XX i XXI wieku. W sezonie 1998/1999 grały ze sobą aż trzy razy. Najpierw w grupie (wyjątkowo zresztą mocnej, bo do kompletu dorzucono im jeszcze Barcelonę i duńskie Broendby, które w pierwszej kolejce pokonało Bawarczyków 2:1) - w Monachium padł remis 2:2 (samobójczy gol Sheringhama w ostatniej minucie) a na Old Trafford 1:1. Oba zespoły wpadły na siebie także w ostatnim meczu rozgrywek, czyli w wielkim finale na Camp Nou.

To było jedno z tych spotkań, które się wspomina latami. Dwie bramki w doliczonym czasie gry i Oliver Kahn na kolanach. O nim i o całym tamtym sezonie w wykonaniu Bayernu - tutaj. Dziś z zawodników grających w tamtym meczu w składzie MU są jeszcze Giggs i Gary Neville oraz leczący obecnie kontuzję Wes Brown, który cały finał przesiedział na ławce, natomiast w Bayernie nie ma już nikogo.

Dwa lata później (2000/2001) los ponownie skojarzył ze sobą obie ekipy. Miało to miejsce - podobnie jak dziś - w ćwierćfinale. Bawarczycy dwukrotnie pokonali Czerwone Diabły: 1:0 (gol Paulo Sergio) i 2:1 (Elber i Scholl a dla MU Giggs). Na otarcie łez Anglikom pozostała świadomość, że na Bayern w tamtych rozgrywkach nie było bata i to on triumfował w całych rozgrywkach (po karnych w finałowym meczu z Valencią).

Ostatnie poważne starcie miało miejsce rok później, czyli w sezonie 2001/2002. W tzw. drugiej fazie grupowej Niemcy solidarnie podzielili się z Wyspiarzami punktami, notując dwa remisy - najpierw 1:1 u siebie (Paulo Sergio i Van Nisterlooy - skrót tutaj i tutaj) a potem na wyjeździe 0:0. Solidarnie też wyszli z grupy, po czym Bayern odpadł w ćwierćfinale z Realem a MU w półfinale z Bayerem Leverkusen.

Natomiast największa świeżynka to spotkanie dzisiejszych rywali na Allianz Arenie w lipcu 2009, w finale towarzyskiego Audi Cup. Bezbramkowy remis został okraszony rzutami karnymi, które to lepiej wykonywali podopieczni Van Gaala.

2. Jaka tam panie forma ostatnio?

Bayern: A dziękuje, nieszczególnie. Bayern przegrał drugi mecz z rzędu - tym razem uległ w domu VfB Stuttgart (1:2) a poprzednio na wyjeździe Eintrachtowi Frankfurt (też 1:2). Do tego przez 1/8 finału LM przeszedł przy małej pomocy sędziego (kibice Fiorentiny, odłóżcie noże). Sytuacja jest więc niewesoła, tym bardziej, że z MU nie zagra Schweinsteiger (kartki) a pod wielkim znakiem zapytania stoi występ Robbena i (nieco mniejszym) Gomeza. Lekko nie będzie.

Skład z meczu z VfB Stuttgart: Butt - Lahm, van Buyten, Badstuber, Contento - van Bommel, Schweinsteiger - T. Müller (Demichelis), Pranjic (Ribery) - Klose, Olic (Robben)

Manchester Utd.: A dziękuje, całkiem nieźle. Wyjazdowa wygrana 4:0 nad Boltonem jest dość wymowna. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że to piąte kolejne ligowe zwycięstwo Czerwonych Diabłów (nie wspominając już o dewastacji Milanu w LM). MU prezentuje się naprawdę wybornie - strzela masę bramek (więcej zdobyła tylko Chelsea) i niewiele ich traci (najmniej w Premier League). W tej formie to jeden z kandydatów do zgarnięcia głównej nagrody w konkursie "Wygraj Ligę (Mistrzów)!".

Skład z meczu z Bolton Wanderers: Van der Sar - Neville, Vidic, Evans, Evra - Giggs (Macheda), Nani, Scholes (Carrick), Fletcher (Gibson), Valencia, Berbatov (odpoczywali Rio Ferdinand i Wayne Rooney).

3. Czy ja tu już kiedyś nie byłem?

Bayern: Co prawda żaden zawodnik z kadry Bayernu w MU nigdy nie grał, ale za to Daniel Van Buyten występował (krótko) w barwach jego lokalnego rywala - Manchesteru City. Zna więc na pewno okolicę a i na samym Old Trafford zagrał w tym czasie dwa razy. Choć jeśli miarą miałaby być częstotliwość wizyt na murawie stadionu należącego do Czerwonych Diabłów, to niepobity pod tym kątem jest Arjen Robben, który przez trzy lata pracy w Chelsea gościł na niej regularnie.

Manchester Utd.: Sentymentalną łezkę może uronić Owen Hargraeves. W Bayernie grał bowiem niemal dekadę, z czego siedem lat w pierwszej drużynie. Z nim zwyciężał w LM (2000/2001), ale już dramatycznego finału z 1999 z nim nie zaliczył, ponieważ wracał wtedy do zdrowia po ciężkiej kontuzji kolana i nie został zgłoszony do rozgrywek. To Niemcy ukształtowali go jako piłkarza, a teraz Owen ma szansę im się zrewanżować. Kłopot w tym, że pewnie nie tak jak by tego chcieli jego byli pracodawcy.

4. Kto zarządzi?

Bayern: Mark Van Bommel. Propozycję tę można czytać dwojako. Z jednej strony to w dużej mierze od niego zależy jak często Anglicy będą biesiadować w okolicy pola karnego Bayernu. Z drugiej jednak strony, gdy Holender się skupi, powinien przypomnieć sobie jak najlepiej załadować piłkę do bramki Manchesteru. W sezonie 2000/2001, jeszcze w barwach PSV Eindhoven, dziurawił siatkę Wyspiarzy w obu meczach grupowych (3:1 i 1:3).

Manchester Utd.: Wayne Rooney. Dla mnie jest on w tym sezonie numerem dwa na świecie, zaraz po Messim. Czego nie dotknie zamienia się w złoto. Bardzo dojrzał w ciągu ostatnich dwóch sezonów no i zaczął wreszcie zdobywać bramki głową. Na pewno coś strzeli Bayernowi. Ja szacuję, że w dwumeczu ukąsi dwa razy. Kwestią sporną jest czy dwa gole zdobędzie w jednym meczu czy w każdym spotkaniu dorzuci jedno oczko.

5. Ale numer. Ha. Haha. Ha.

Bayern: Franck Ribery i wszechobecny "Wasser".

Manchester Utd.: Rio Ferdinand, wkręcanie Rooney'a i martwy pies. Dla odpornych.

Przemysław Nosal

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX