Bliscy nieznajomi. Atletico Madryt - Liverpool w kawałkach

Bartosz Nosal
22.04.2010 16:00
A A A
Atletico Madryt

Atletico Madryt (Fot. FELIX ORDONEZ REUTERS)

Jeśli w półfinale Ligi Europy spotykają się dwie drużyny, które jak co roku miały walczyć o krajowe mistrzostwo i sukcesy w Lidze Mistrzów, a jak co roku szybko z niej odpadają i jednocześnie w domowych rozgrywkach mogą w ogóle się nie załapać na premiowane pucharami miejsce,  to zastanawiam się nad macierzą, która takie sytuacje prowokuje. Salon odrzuconych, część pierwsza, ujęcie pierwsze.

1. Oni już chyba kiedyś grali ze sobą...

Bardzo rzadko, ale ostatnio rok po roku. W zeszłym sezonie obie ekipy po raz pierwszy ever spotkały się w fazie grupowej LM. Dwa razy padł wynik 1:1 i za każdym razem mecze rozstrzygały się w ostatnich minutach meczu. W Madrycie goście długo prowadzili po trafieniu Keane'a. O tym, że goście byli gośćmi można było przekonać się oglądając ich uniformy będące krzyżówką kamizelek Greenpeace'u i rezerwowych trykotów reprezentacji Niemiec.

Stan meczu wyrównał Simao Sabrosa na siedem minut przed końcowym gwizdkiem sędziego. W rewanżu również długo prowadzili goście po trafieniu Maxi Rodrigueza. I wtedy nadeszła piąta minuta doliczonego czasu gry, kiedy to Steven Gerrard wykonał w polu karnym przeciwnika coś na kształt motyla w locie. Karny, bramka, podział punktów.

Dzięki tej akcji wyczyny kapitana Liverpoolu można znaleźć w sieci wpisując w wyszukiwarkę wymowne hasło "hypocrite".

2. Jak tam Panie forma ostatnio?

Atletico: A dziękuję, wolałbym umrzeć. W ostatnich siedmiu meczach Atletico zanotowało dwa zwycięstwa i pięć porażek. Po domowej klęsce z Xerez (1-2) piłkarze ponoć zaczęli się jąkać a po przegranej z Villarreal - zamknęli się w sobie. Główną bolączką jest fatalna obrona (piąta najgorsza ekipa w Primera Division). Atletico strzela sporo goli (piąta najlepsza ekipa w PD), ale co z tego, skoro za chwilę traci o jednego więcej.

Skład z meczu z Villarreal: De Gea - Alvaro Dominguez (Valera), Antonio Lopez, Ujfalusi, Perea - Tiago (Forlan), Jose Antonio Reyes, Jurado, Paulo Assuncao - Simao (Ibra), Sergio Aguero

Liverpool: A dziękuję, wreszcie się przełamałem. Po dwóch kolejnych remisach i nieco wcześniejszej prestiżowej porażce z MU Liverpool zdobył komplet punktów w konfrontacji z West Hamem. Podopieczni Beniteza raczej szanowali swoje siły, w związku z czym wynik powinien działać kojąco na ich kibiców. Największym jednak problemem The Reds w perspektywie półfinałowego spotkania jest fala absencji. W Madrycie nie wystąpią bowiem Fernando Torres, Fabio Aurelio, Emiliano Insua, Martin Skrtel, Martin Kelly, Albert Riera i Maxi Rodriguez.

Skład z meczu z West Hamem: Reina - Johnson, Agger, Kyrgiakos, Carragher - Gerrard (Mascherano), Benayoun (Degen), Maxi Rodriguez, Lucas - Kuijt, N'Gog (Babel)

3. Czy ja tu już kiedyś nie byłem?

Atletico: Choć kilku zawodników madryckiej ekipy grało w najsilniejszych wyspiarskich zespołach, to żaden z nich nie przywdziewał akurat koszulki Liverpoolu. Forlan występował w MU, Tiago w Chelsea a Reyes w Arsenalu. Choć pewnie szczególnie Urugwajczyk spotkania z The Reds wspomina z uśmiechem.

Liverpool: Fernando Torres i Maxi Rodriguez

Symbol Atletico, jego złote złote dziecko i wieloletni kapitan oraz jego następca przy sterach klubowej jedenastki i główny motor napędowy madryckiej ekipy - czy to nie ironia, że teraz  obaj będą trzymać kciuki za porażkę hiszpańskiego zespołu?

Zresztą Rafa Benitez jest konsekwentny i w kadrze The Reds znajdziemy wielu piłkarzy, którzy w przeszłości występowali w Hiszpanii - Pepe Reina, Fabio Aurelio, Daniel Sanchez Ayala, Riera, Benayoun czy Daniel Pacheco. Ci, którzy nigdy na Półwyspie Iberyjskim nie występowali podobno noszą pachołki na treningach.

4. Kto zarządzi?

Atletico: Normalnie byłby to oczywiście Kun Aguero, ale w dzisiejszym meczu nie zagra, ponieważ pauzuje za bezsensowną kartkę z meczu z Valencią. Cała ofensywna nadzieja pozostaje więc w Forlanie. Niewykluczone jednak, że cichym bohaterem meczu stanie się młody bramkarz Atletcico - David De Gea. Hiszpan rozpoczynał rozgrywki w głębokich rezerwach, by po kilku świetnych wywalczyć sobie miejsce między słupkami.

Liverpool: Normalnie byłby to oczywiście El Nino, ale nie wystąpi on na skutek kontuzji kolana. W związku z tym stawiam na Człowieka Bez Właściwości Strzelającego Gole, czyli Dirka Kuyta. Pewnie znów znajdzie się tam gdzie spadnie piłka i wepchnie ją z dwóch metrów do bramki. Albo poda kolanem do Benayouna i ten strzeli gola na wagę awansu. Coś w tym stylu.

5. Ale numer. Ha. Haha. Ha.

Atletico: Diego, weź się nie wydurniaj.

Liverpool: A więc jednak to prawda, że Rafa to czarodziej.

A tak w ogóle to uważam, że będzie 1-1.

Przemysław Nosal

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX