Pięć mgnień Ligi Mistrzów

22.04.2010 11:13
A A A
Sedzia pokazuje Ribery'emu czerwoną kartkę

Sedzia pokazuje Ribery'emu czerwoną kartkę (Fot. Daniel Maurer AP)

Ten drugi półfinał okazał się tym drugim półfinałem także jeśli chodzi o bramki i widowisko. Ale za to okazał się tym pierwszym półfinałem jeśli chodzi o brutalne faule i głupie czerwone kartki.

1. Widowisko. Wydawało się, że ''ten słabszy półfinał'' to, czego mu zabraknie jeśli chodzi o wielkie nazwiska nadrobi widowiskowością. Robben z Riberym mieli prowadzić huraganowe ataki, obrona Bayernu miała się mylić, dzięki czemu swoje szanse miał mieć Lyon... Bayern, owszem, nawet atakował, ale Lyon pierwszy strzał oddał po trzydziestu minutach. Francuzów spróbował ośmielić Ribery schodząc z boiska, ale szybko naprostował ich Toulalan, dzięki czemu w drugiej połowie Lyon strzelał raz. Bayern strzelał trochę częściej, ale nie na tyle, żeby zlikwidować poczucie, że obie drużyny biją się o prawo przegrania w finale z Interem/Barceloną?

2. Czerwone kartki. Nie będę się wdawał w psychoanalizy i analizował czerwonej kartki Ribery'ego w kontekście francuskiej seksafery, skoro cały problem znakomicie rozwiązuje brzytwa Hanlona. Ci, którzy w Riberym widzieli nowego Zidane'a dostali solidny argument - w końcu Zidane też lubił od czasu do czasu wpaść w berserk. Jedyny dylemat, który przychodzi mi do głowy brzmi: kto zrobił głupiej? Toulalan dostał dwie żółte w trzy minuty nie broniąc niczego przed niczym i sprawiając, że jego klub, nieśmiało podnoszący głowę, znów się skulił i schował przed własną bramką. Ribery po prostu dostał jakiegoś napadu szału, ale tym samym wykluczył się niemal na pewno także z ewentualnego finału, a ma być przecież największą gwiazdą Bayernu. Hm, chyba już mam zwycięzcę plebiscytu.

3. Zbroja. W środę wystąpił w jej charakterze Arjen Robben. Innymi słowy - gdyby nie on, byłoby po Bayernie. Do czego zresztą wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić - w końcu w ostatnich pięciu meczach Ligi Mistrzów strzelił cztery bramki. W tym momencie korci, żeby powiedzieć, że jeden Robben wiosny nie czyni i nawet jeśli Bayern wejdzie do finału - sam Holender niczego nie zdziała. Ale to przecież było już wiadomo, kiedy Bayern stawał naprzeciwko Man Utd. Hm, chwileczkę.

4. Real Madryt. Co prowadzi do spostrzeżenia, że dawno półfinały Ligi Mistrzów nie zostały tak bardzo zdominowane przez zawodników jednego klubu. We wtorek Wesley Sneijder strzelił bramkę i miał dwie asysty, w środę jedynego gola meczu Lyonowi strzelił Arjen Robben. Gdyby nie przedsezonowa polityka agresywnej deholenderyzacji - być może ten sam Robben mógłby strzelić gola temu samemu Lyonowi w 1/8 finału. I może podawałby mu Sneijder, który sam strzeliłby drugiego gola. A potem by się zamienili. Wtedy może Real nie odpadłby po raz szósty z rzędu w rzeczonej 1/8 finału. Ale się uparł, że Robbena i Sneijdera w Madrycie nie było, nie ma i nie potrzeba i niemalże na siłę wypchnął ich za burtę. Ciekawe, czy ma teraz takie same przemyślenia jak Jurek Kiler po oddaniu całej kasy na przemysł filmowy?

5. Awans. Bayern sytuację ma bardzo dobrą, a jedna bramka w rewanżu zmieni ją w idealną. Co nic nie znaczy, bo obronę Bayernu stać na wiele. Z drugiej jednak strony - Lyon, żeby awansować, musiałby przestać się trząść na samą myśl o możliwym ewentualnie awansie do finału, który gdyby się przydarzył, prawdopodobnie przeraziłby Francuzów jeszcze bardziej. Patrząc na oba półfinały... Hm, czy to naprawdę ma takie wielkie znaczenie?

Piotr Mikołajczyk

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX