Pięć mgnień finału Ligi Europejskiej

13.05.2010 11:20
A A A
Diego Forlan

Diego Forlan (Fot. Daniel Ochoa de Olza AP)

Historyczny pierwszy finał Ligi Europejskiej mamy za sobą, a historyczny pierwszy puchar zamieszka w Madrycie. Mimo wszystko, może jednak lepiej, że ten mecz to już historia.

1. Przesada. To pierwotnie miało być dziesięć mgnień, ale okazało się, że mecz zasługuje na góra pięć. sam mecz był dużo za długi, niech chociaż podsumowaujący go tekst nie będzie.

2. 48 lat. Tyle czekało Atletico Madryt na zdobycie jakiegoś europejskiego trofeum - po raz ostatni triumfowało bowiem w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1962 r. Kto chce - może przypomnieć, że Inter Mediolan czeka na triumf w Pucharze Europy/Lidze Mistrzów już 45 lat, potem przemnożyć to sobie przez liczbę liter w słowie ''Apollyon'' i zastanowić się, co z tego wynika. Ale jeśli nie ma funduszy zbliżonych do tych Madonny, to niech się nie łudzi - do ''jej'' centrów Kabały w Nowym Jorku czy Londynie nikt go nie wpuści.

3. Fernando Torres. Przypominał mi się ilekroć spojrzałem na Sergio Aguero i dla dobra samego Aguero powinien też zacząć się przypominać jemu. Wiecie, mówię o tym kapitalnym napastniku, którego umiejętności nikt oczywiście nie kwestionował, ale też dopóki nie odszedł z Atletico do Liverpoolu - nikt nie oddawał w pełni należnych hołdów. Tu pojawił się Marian Kociniak i chciał wykonać pewną słynną piosenkę, ale przepędzili go wysłannicy najsłynniejszych europejskich klubów, którzy już od przyszłego sezonu chcą mieć Argentyńczyka u siebie. Podobnie, jak rok i dwa lata temu i być może także za rok i za dwa lata.

4. Kick and rush. Nie mam do Fulham pretensji, ba gratuluję awansu do finału, przyznaję, że zwycięstwo nad Juventusem było imponujące, ale... Dokładnie takiej gry można się było spodziewać po 12. drużynie ligi angielskiej. Faktycznie - serce do gry imponujące, poświęcenie budzące najwyższy podziw, ba, nawet sympatię, ale w piłce nożnej przydałaby się jeszcze szczypta piłki nożnej. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś zobaczę tak idealnie wydestylowany ''kick and rush'' odkąd Premier League opuścił Wimbledon.

5. Nuda. Liga Europejska jest ciekawszy od Ligi Mistrzów - ta teza miała zawsze wielu zwolenników motywujących, że w Lidze Mistrzów, to, panie, same tylko Męczestery i Barselony, a od szóstego meczu Liverpool - Chelsea w szóstym kolejnym sezonie kury przestały się nieść, krowy cielić, a skrzaty szczać do mleka. Każdemu zwolennikowi tej tezy sugeruję ponowne zaaplikowanie sobie środowego finału. Uwaga - mogą pojawić się urazy szczęki od nadmiernego ziewania.

Piotr Mikołajczyk

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX