Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Dobry pomysł: Dobre pomysły. Złym pomysłem było oglądanie polskich drużyn w pucharach, ale na to już nic się nie poradzi. Złych mamy piłkarzy grających w tych klubach. Źle zapewne czują się wszyscy, którzy zmarnowali w czwartek czas. Naprawdę, nie ma sensu wymyślać jeszcze złych pomysłów.
Dobry pomysł: Odpowiednie dać rzeczy słowo. Po czwartkowym występie polskich drużyn słowo kompromitacja zapewne zostanie odmienione przez wszystkie możliwe przypadki. Niesłusznie. Jak twierdzi słownik języka polskiego kompromitacja to ''narażenie siebie lub kogoś innego na wstyd, śmieszność lub utratę dobrej opinii''. Ktoś ma o polskich klubach dobrą opinię? Komuś było w czwartek do śmiechu? Wstyd? To słowo przeciętnemu polskiemu piłkarzowi obce.
Nie wiem dokładnie, w którym momencie polskie drużyny przestały być zdolne do kompromitowania się w meczach z takimi rywalami, jak Karabach Agadam, ale przestały. Może było to w momencie, w którym mistrz Estonii wyeliminował z ''łatwej jak nigdy'' Ligi Mistrzów mistrza Polski. Może kiedy inny mistrz Polski potrzebował jedenastu karnych, żeby wyeliminować mistrza Azerbejdżanu. A może kiedy trzeba było aż bramek wyjazdowych, żeby polski klub wygrał dwumecz z drużyną maltańską. W każdym razie - porażka Wisły (i pozostałe czwartkowe porażki polskich drużyn) to nie kompromitacja. To rzeczywistość.
Dobry pomysł: Nie mieć złudzeń. To, co wydarzyło się w czwartek nie było jakimś koszmarnym dniem, jakimś splotem najczarniejszych okoliczności. Było po prostu obrazem polskiej piłki w całej jej paskudnej okazałości. Ruch Chorzów mordował się z Maltańczykami - na jakiej podstawie ktoś podejrzewał, że miałoby mu iść lepiej z Austrią Wiedeń? Wisła, mimo zwycięstwa, już w wyjazdowym meczu z FC Szawle miała sporo szczęścia. Wystarczyło, że tego szczęścia zabrakło... Cóż, Jagiellonia w czwartek debiutowała w Pucharach, więc w sumie nie wypada się jej czepiać, skoro pucharowi weterani grali tak, jak grali. A grali tak, że naprawdę nie ma się co dziwić wynikom.
Dobry pomysł: Nie wierzyć w przypadki. Powie ktoś: gdyby Kowalski nie skiksował i z pięciu metrów trafił do pustej bramki, a nie w słupek... Inny doda: a gdyby jeszcze Żurawski nie strzelił z karnego prosto w bramkarza... Sęk w tym, że to nie jest przypadek, że w drużynie wicemistrza Polski, tradycyjnego kandydata do tytułu, na newralgicznych pozycjach grają facet, który nie potrafi strzelić karnego i facet, który nie potrafi prosto kopnąć piłki. Koślawe nogi i nieodporna głowy to od lat przymioty przeciętnego polskiego piłkarza. I z każdym sezonem eksponowane mocniej.
Wisła nie wyciągnęła do zasłużonego emeryta pomocnej dłoni, żeby sobie w spokoju skonał - Żurawski dla Wisły ma być wzmocnieniem, które pomoże jej odzyskać mistrzostwo. Kowalski grać musi, bo klub pozbył się obu stoperów godnych tej nazwy, ale też nie wierzę, że nikt nie wiedział, że ich następcą zostanie facet, który ma kłopoty z prostym kopnięciem piłki. Znacznie prędzej uwierzę, że po prostu nikomu to nie przeszkadza.
Dobry pomysł: Nie kalkulować. Nie wiem, czy wszystkie trzy drużyny za tydzień odpadną. Ruch i Jagiellonia pewnie tak, Wisła być może nie. Ale szczerze mówiąc, nie ma to żadnego znaczenia. Nie odpadną w tej rundzie, to odpadną w kolejnej. W zasadzie odpadnięcie później może przynieść tylko więcej szkód, bo jeszcze ktoś uwierzy, że uzyskał wynik nieprzynoszący wstydu. Być może druga kompromitująca pucharowa klęska skłoni kogoś do refleksji głębszej, niż tylko ''kupić tanio, sprzedać drogo, w razie kilku porażek z rzędu wywalić trenera, w razie nawrotu choroby - powtórzyć''. Chociaż, jeśli mam być szczery, w tę głębszą refleksję wierzę jeszcze mniej niż w awans do fazy grupowej.
Dobry pomysł: Czekać na jeszcze. To, co oglądamy, to wynik ciężkiej wieloletniej pracy wielu ludzi. To efekt lat nie tyle nawet tolerowania, co hołubienia patologii. Odbudowa zajmie również lata i będą to lata takich właśnie widowiskowych klęsk. Przepraszam - takiego właśnie widowiskowego oddawania rzeczywistości i naszego miejsca w futbolowym świecie. Spodziewanie się, że kilka zakupów, kilka nerwowych inwestycji w piłkarzy ciut lepszych (czy może lepiej: mniej marnych) niż dotychczasowi coś zmieni jest naiwnością. A do polskich klubów z naiwnością lepiej nie podchodzić. Dla własnego dobra.
Piotr Mikołajczyk
Ocena:
0 głosów
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
Najczęściej czytane