Dlaczego zawsze oni?

...

Piotr Mikołajczyk 2012-01-27, ostatnia aktualizacja 2012-01-29 14:10:37.0

Piłkarze ręczni to moja ulubiona reprezentacja Polski, co ogłaszałem już wielokrotnie. Dlatego też mogę chyba napisać o czymś, co mi się w związku z tą reprezentacją nie podoba. A nie podoba mi się to, jak często czytam o tym, że nie lubią ich sędziowie.

Przykłady? Proszę bardzo, i z jej początków i z czasów zupełnie nowożytnych. Po porażce w finale mistrzostw świata w 2007 roku Bogdan Wenta był jeszcze spokojny, może dlatego, że sam awans do finału mundialu został uznany za olbrzymi sukces. Po finale nasz trener powiedział:

Cieszę się, że przynajmniej wygrała piłka ręczna, że nie było sędziowania za gospodarzami. Ze wszystkich meczów Niemców ten był chyba sędziowany najbardziej fair.

Półtora roku później, podczas igrzysk w Pekinie trener był już bardziej bezpośredni. Po porażce z Hiszpanią 29:30 rzekł tak:

Nie rozumiem tych sędziów. To była kluczowa decyzja dla przebiegu końcówki. Za faul na Lijewskim powinny być dwie minuty kary, sędziowie zachowali się dziwacznie. Włożyliśmy w ten mecz tyle wysiłku i tą jedną decyzją to zniweczyli. (...) Jak to jest, że w dużych turniejach, gdy mamy szansę wygrać z silną drużyną, to zawsze mamy pod górkę. Dyktuje się przeciwko nam karne albo wyrzuca zawodników.

Szkoda, że żadni sędziowie by Hiszpanom nie pomogli, gdyby najpierw nie pomogli im sami piłkarze Wenty, którzy roztrwonili pięciobramkową przewagę. Marcin Lijewski mecz podsumował tak:

Ale to spieprzyliśmy!

Mariusz Jurasik z kolei mówił:

Nie mogę w to uwierzyć. Przecież prowadziliśmy pięcioma punktami. Już ich mieliśmy! Przegraliśmy na własne życzenie.

Podczas mistrzostw świata w Chorwacji w 2009 roku znów sędziowie nam przeszkadzali. W 57. minucie półfinałowego meczu z gospodarzami Szmal obronił rzut Cupicia, a chorwacki zawodnik wszedł w pole bramkowe. Potem zamiast położyć piłkę - jak nakazują przepisy - odrzucił ją w bok, za co powinien dostać karę dwóch minut. Sędziowie jednak go nie ukarali, co zdenerwowało Wentę. Za protesty przeciwko tej decyzji nasz trener dostał żółtą kartkę, a w takiej sytuacji drużynie zabiera się piłkę. Co powiedział po meczu o tej decyzji nasz trener?

Nie była ona kluczowa dla meczu, ale na pewno bardzo wpłynęła na końcowy wynik.

Poza tym sędziowie przymykali oczy na faule Chorwatów:

Mamy dziwne uczucie, bo w każdym meczu, który nam sędziują, coś się dzieje. Ze Słowenią szczęśliwie zremisowaliśmy, z Czechami też wygraliśmy szczęśliwie. Nie mam pretensji do Chorwatów za ostrą grę, bo jeśli sędziowie pozwalają tak napierdzielać, że zęby wylatują, to nic dziwnego, że przeciwnik to wykorzystuje.

Sędziowie nie oszczędzili nas także w tym turnieju. Po meczu z Macedonią Bogdan Wenta powiedział już nic nie mówiąc:

Nie chcę rozwijać tematu sędziów, bo znowu powiedzą, że Wenta narzeka. Nasuwa się jednak spostrzeżenie, że w końcu taką imprezę trzeba zrobić w Polsce. A wtedy można żądać wszystkiego.

Przytaczam wypowiedzi Wenty, bo on jest twarzą tej reprezentacji, ale o sędziach mówili też Sławomir Szmal, Marcin Lijewski, Mariusz Jurasik. Mówili działacze ZPRP.

A ja w takiej sytuacji zawsze zastanawiam się, dlaczego ci sędziowie tak nie lubią właśnie nas?

Żeby wszystko było jasne - nie wątpię, że czasem nas krzywdzą, tak jak, podejrzewam, czasem nam pomagają. Być może krzywdzą nas częściej, być może zdarza się i tak, że dysproporcja między krzywdzeniem, a pomaganiem jest niepokojąca. Ale co dokładnie ma przynieść publiczne roztrząsanie tych kwestii? Czy jeśli po raz kolejny trener, zawodnik czy działacz oskarży sędziów o stronniczość, to oni następnym razem nie będą stronniczy? A może właśnie będą?

Poza tym, nie rozumiem, dlaczego zawsze my? Dlaczego cały szczypiorniacki świat nie lubi właśnie Polaków? Dlaczego rosyjscy sędziowie pomagają Hiszpanom podczas igrzysk w Chinach? Dlaczego Islandzcy sędziowie pomagają Macedończykom w Serbii? Bo powiedzmy, że jestem w stanie zrozumieć dlaczego sędziowie, akurat norwescy, pomagają Chorwatom w Chorwacji.

I dlaczego sędziowie tak często nam przeszkadzają w meczach, w których sami sobie robimy krzywdę? Jak z Hiszpanią, kiedy roztrwoniliśmy pięć bramek przewagi. Jak z Macedonią, kiedy po pierwszej połowie przegrywaliśmy sześcioma bramkami.

I to jest moment, w którym roi mi się w głowie nieprzyjemna myśl, że może to wcale nie spisek, tylko chęć, może nawet nie do końca uświadomiona, pokazania światu, że ''ja mam rączki tutaj''.

Jeszcze raz - żadnej polskiej reprezentacji nie ogląda mi się z tak rosnącym sercem, jak piłkarzy ręcznych, żadna nie wzbudza we mnie takiego entuzjazmu.  Dlatego w taki dysonans poznawczy wpadam, kiedy ich wypowiedzi wzbudzają we mnie pytania, które przystoją bardziej Mario Balotelliemu.

Piotr Mikołajczyk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU